Zaufanie Donalda Tuska do szefa ABW Krzysztofa Bondaryka nie zostało podważone - poinformował PAP minister w kancelarii premiera odpowiedzialny za służby specjalne Jacek Cichocki. Minister powiedział o tym w czwartek - po tym, jak Bondaryk przedstawił na zamkniętym posiedzeniu sejmowej komisji ds. służb specjalnych wyjaśnienia w sprawie kupna w 2007 r. luksusowego samochodu za zaniżoną cenę od jego poprzedniego pracodawcy - PTC, operatora Ery GSM.

Reklama

Cichocki powiedział, że ani obszerne wyjaśnienia samego Bondaryka, ani informacje od CBA nie podważyły zaufania premiera do szefa ABW. Minister dał do zrozumienia, że kończy to opisywaną w mediach "sprawę Bondaryka".

Według "Gazety Wyborczej" Bondaryk miał mieć postawiony zarzut paserstwa i posłużenia się fałszywym dokumentem (zaniżoną wyceną auta), ale zanim to nastąpiło prok. Andrzej Piaseczny został odsunięty od tego śledztwa. Sam Bondaryk oświadczył, że nie miał wiedzy o śledztwie i nie wpływał na nie. Premier Donald Tusk zapowiadał, że w tym tygodniu sprawa "znajdzie swój finał". "Jeśli będzie coś dwuznacznego, już nie mówiąc o nieprawidłowościach, no to wyciągnę oczywiście konsekwencje" - mówił.

W całej sprawie chodzi o trzyletnie audi A6, którym Bondaryk jeździł pracując w PTC, a następnie kupił je jako szef ABW. "GW" twierdzi, że zapłacił 67 tys. zł; według prokuratora cena mogła być zaniżona nawet o 90 tys. zł. Wiceszef Prokuratury Okręgowej w Warszawie Robert Myśliński podkreślał, że prokuratura była uprawniona do odebrania Piasecznemu prowadzonych przez niego postępowań. Sam Bondaryk tłumaczył, że elementem umowy o rozwiązaniu stosunku pracy z PTC było, że firma sprzeda mu służbowe auto, a "podana cena była zachęcająca, chociaż bez przesady". Dodał, że jeśli były jakieś nieprawidłowości w wycenie pojazdu, nic o tym nie wiedział i nie miał wpływu na jej wysokość. Zapewnił, że kupując samochód, działał w dobrej wierze i nie złamał prawa.