Sukces Ruchu Palikota zapowiada zmianę kulturową i polityczną - ocenił podczas debaty w Fundacji Batorego prof. Janusz Czapiński z UW. Jego zdaniem partia Janusza Palikota może zakorzenić się na scenie politycznej. Pozostali dyskutanci nie podzielili jednak tej opinii. W czwartek w siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego w Warszawie odbyła się debata zatytułowana "Kogo wybraliśmy? Co wybraliśmy? Wybory 2011".

Reklama

Zdaniem Czapińskiego, sukces partii Janusza Palikota, którego partia w niedzielnych wyborach zdobyła ponad 10 proc. głosów i 40 mandatów w Sejmie, jest zapowiedzią "ogromnej zmiany kulturowej i radykalnego przemeblowania polskiej sceny politycznej". Prof. Czapiński przewiduje, że Ruchowi Palikota uda się zakorzenić na polskiej scenie politycznej.

Zdaniem Czapińskiego, gdyby postawić pytanie, kto kogo w najbliższych latach wchłonie, Tusk Palikota, czy Palikot Tuska, to prawidłowy byłby wariant drugi. Socjolog przekonywał, że atutem Ruchu Palikota jest wysokie poparcie młodego pokolenia.

"Ruch Palikota odpowiedział na rosnący głód pewnych wartości w polskim życiu publicznym i uzyskał ogromne poparcie" - powiedział Czapiński. Jak zaznaczył, prowadzona przez niego od lat "Diagnoza społeczna" pokazuje wolne, ale niezwykle systematyczne zwiększanie się grupy "abstynentów religijnych". W 1990 r. - mówił - było ich 13 proc., dziesięć lat później 26 proc., a obecnie ateistyczny światopogląd deklaruje 33 proc. badanych.

W opinii profesora, nieuprawnione są porównania partii Palikota do Samoobrony Andrzeja Leppera. "Lepper dochodził do 11 proc. poparcia przez lata, a Palikot w ciągu dwóch miesięcy osiągnął 10 proc" - zauważył.

"Nawet jeśli ludzie Palikota znikną jako klub w Sejmie, przejęci przez inne partie, to oni wejdą do tych innych klubów ze swoim sposobem myślenia. To, co różni ich od większości posłów Samoobrony, ale także PO i PiS, to jest absolutny brak koniunkturalizmu" - ocenił prof. Czapiński. Jak mówił, oni naprawdę chcą świeckiego państwa i tolerancji wobec mniejszości.



Wielu szans na trwanie na scenie politycznej nie daje Ruchowi Palikota dyrektor Centrum Badania Opinii Społecznej Mirosława Grabowska. Odnosząc się do wypowiedzi Czapińskiego, zwróciła uwagę, że w badaniach CBOS dynamika wzrostu "niepraktykowania religijnego" jest łagodniejsza niż w Diagnozie Społecznej Czapińskiego.

Prof. Radosław Markowski z UW i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej zwrócił uwagę, że w obydwu przypadkach - Ruchu Palikota i Samoobrony - mamy partie jednej kwestii. "Sprawa, na której Lepper dojechał do parlamentu, to przestrzeganie przed nieszczęściami, jakie spadną na rolników po wejściu Polski do UE. Palikota podnosi kwestię świeckości państwa" - powiedział. Zdaniem Markowskiego sprawa ta nie zaniknie w kolejnych latach. "Palikot, jeśli nie przesadzi, ma więc mocne zaplecze" - ocenił.

Jednocześnie zauważył, że Palikot może mieć podobny problem jaki ma Janusz Korwin-Mikke, który nie potrafi utrzymać przy sobie młodych ludzi. Jak mówił Markowski, młodzież sympatyzuje z partią Korwin-Mikkego, ale dorastając zmienia swoje preferencje polityczne, co powoduje, że od lat partia Korwin-Mikkego pozostaje na marginesie sceny politycznej.

Markowski wyraził też zdziwienie, że nikt po wyborach nie dyskutuje o względnej porażce PSL. Jak mówił, do tej pory absolutnym pewnikiem było, że ludowcy będą zawsze w parlamencie. Zdaniem Markowskiego, niekoniecznie jednak musi tak dalej być. Według niego, partia tak dobrze zorganizowana jak PSL, mająca tak dobre struktury w terenie, mająca sektorowy, ale bardzo duży potencjalny elektorat, powinna uzyskiwać znacznie lepsze wyniki wyborcze niż ok. 8 proc. w tegorocznych wyborach.

Grabowska zwróciła uwagę, że problemem PSL jest rosnące wewnętrzne zróżnicowanie grupy społecznej, jaką są rolnicy. Jak powiedziała, trudno jednej partii skutecznie reprezentować tak zróżnicowane środowisko społeczne, jakim w tej chwili są rolnicy i mieszkańcy wsi.

Odnosząc się do słabego wyniku SLD zwróciła uwagę, że partia od dłuższego czasu "tkwi w szpagacie" między dążeniem do reprezentowania warstw upośledzonych, a próbą stania się "nową lewicą" głoszącą nowoczesne hasła światopoglądowe. Jak zauważyła, te dwie nogi Sojuszu zostały "podgryzione" - jedna przez PiS, a druga przez Ruch Palikota.

Grabowska zwróciła też uwagę, że PiS może się pochwalić bardziej wiernym elektoratem niż PO. Jak zauważyła, blisko połowa zwolenników PO deklaruje, że głosuje na partię Tuska ze strachu przed PiS. W przypadku PiS takich, którzy deklarują, że oddają głos na PiS, by nie dopuścić PO do władzy, jest jedynie ok. 25 proc.