We wtorek premier przedstawił założenia nowelizacji budżetu. Wydatki poszczególnych ministerstw mają się zmniejszyć łącznie o ponad 8,5 miliarda złotych. Do resortów rozesłano informacje o skali cięć z sugestiami, gdzie szukać ewentualnych oszczędności. 

Minister obrony Tomasz Siemoniak napisał na portalu społecznościowym, że cięcia nie mogą wpłynąć na zdolności bojowe armii.

Potwierdza to w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową pułkownik Janusz Walczak z departamentu prasowo informacyjnego MON. U- mowy, które zostały już zawarte, będą kontynuowane - zapewnił Walczak.

- Oszczędności nie wolno też szukać w wydatkach związanych z gotowością bojową armii, czyli w uzbrojeniu, sprzęcie dla żołnierzy czy podczas operacji wycofywania z Afganistanu naszego kontyngentu. Sztywne wydatki są również w sferze socjalnej MON, a wiec w pensjach, emeryturach, rentach czy dodatkach dla weteranów - wyliczył.

Walczak dodał, że w resorcie obrony - podobnie jak w innych ministerstwach - są obszary, gdzie z pewnością można zaoszczędzić środki w tegorocznym budżecie. To właśnie wydatki materiałowe i inwestycje MON, na które wskazał resort finansów. Zdaniem Walczaka można oszczędzać na logistyce, na działalności ministerstwa czy na drobnych inwestycjach, typu remonty jednostek. 

Pułkownik Walczak pytany, czy jest zagrożony przetarg na zakup śmigłowców, nad którym obecnie pracuje MON, odpowiedział, że jest to zadanie w trakcie realizacji, a więc nie może podlegać cięciom. Resort planuje wydać na zakup 70 nowych śmigłowców około 9 miliardów złotych w ciągu najbliższych kilku lat.

Minister Tomasz Siemoniak, który jest na urlopie, nie chce na razie wypowiadać się w mediach na temat ewentualnych cięć MON-owskiego budżetu. W krótkiej wiadomości przesłanej do redakcji IAR szef MON napisał jedynie, że na obecnym etapie za wcześnie jest na jednoznaczne i ostateczne komentarze.

Ministerstwo obrony dysponuje obecnie środkami w wysokości ponad 31 miliardów złotych.

Szef ministerstwa pracy poinformował w środę, że w jego resorcie cięcia sięgną 100 milionów złotych. Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że będą one pochodziły z niewykorzystanych rezerw oraz z oszczędności w funkcjonowaniu ministerstwa.