W środę Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu obywatelski projekt komitetu "Ratujmy kobiety 2017", zakładający liberalizację obowiązujących przepisów dot. aborcji. Propozycja zakładała m.in. prawo do przerywania ciąży na żądanie kobiety do końca 12. tygodnia. Do dalszych prac w komisji trafił natomiast projekt Komitetu Obywatelskiego #ZatrzymajAborcję, który zaostrza przepisy, eliminując możliwość legalnego przerwania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu.
By do prac w komisji trafił także projekt "Ratujmy kobiety 2017" zabrakło 9 głosów. W głosowaniu w tej sprawie nie wzięło udziału 10 posłów Nowoczesnej. Troje posłów PO głosowało przeciw skierowaniu projektu do komisji. Innych siedemnastu posłów Platformy nie uczestniczyło w środowym głosowaniu. Wśród przeciwników odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu było natomiast 58 posłów klubu PiS.
Marszałek Senatu pytany, czy jego zdaniem Polki są w stanie zgodzić się na projekt przedstawiony w Sejmie przez Kaję Godek, pełnomocniczkę komitetu #ZatrzymajAborcję, ocenił, że "ten projekt nie jest skrajny".
- - dodał Karczewski.
Karczewski zastrzegł, że nie zna dokładnych przepisów obecnie procedowanego projektu, który przedstawiała Godek, ale wie, że "zakłada on wyeliminowanie zapisów o aborcji eugenicznej". - - oświadczył marszałek Senatu.
Odniósł się też do propozycji prof. Alicji Chybickiej (PO), która w ubiegłym tygodniu napisała na portalu społecznościowym, że "będzie namawiała posłów, aby jeszcze w tym sejmie wnieść ustawę kompromisową z uwzględnieniem edukacji seksualnej, dostępności do antykoncepcji, ellaOne i ochroną życia dzieci z chorobą Downa i lekkimi upośledzeniami".
- - zauważył Karczewski.
- - dodał.
Zauważył, że Chybicka była wśród posłów PO, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu dot. skierowania do dalszych prac projektu "Ratujmy kobiety 2017". - - podkreślił marszałek.
Karczewski pytany, co powiedziałby kobietom, które zapowiadają protest wobec projektu #ZatrzymajAborcję odparł: "Mają prawo protestować; wszyscy takie prawo mamy. Jeśli nie przekonują ich te argumenty, które padały, to cóż robić".
Na uwagę, że w przypadku poprzedniego projektu protesty doprowadziły PiS do wycofania się, marszałek Senatu powiedział, że "wcześniej była inna sytuacja".