- Niesamowicie niepokojący i martwiący jest fakt, że konferencja przewodniczących, czyli najważniejsze ciało w PE, zamiast zajmować się tym, jak dobrze ułożyć budżet, nad którym zaczynamy pracować, (...) zajmuje się tym, jak ukarać polskiego wiceprzewodniczącego, który w ohydny sposób obraża polską europosłankę - powiedziała PAP Thun.

Reklama

- Fakt, że cały Parlament zajmuje się tym, jak się zachowuje Polak, wiceprzewodniczący PE, który swoją pozycję mógłby wykorzystać naprawdę dla Polski, a ją niszczy, jest niepokojące. Sprawa została przesunięta w PE, więc to jeszcze dłużej potrwa - zaznaczyła.

Jak powiedziała, nie dostała jeszcze zaproszenia na spotkanie z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Antonio Tajanim, ale jeśli dostanie, to pójdzie na nie. Dodała, że martwi ją również, iż sam Tajani musi zajmować się sprawą. - Ta sprawa dzisiaj jest skandalem, która zajmuje wszystkich w PE, bo ich skrzynki zostały zapchane tysiącami maili, co ich szalenie irytuje. Posłowie są bardzo zirytowani tym, że środowisko pana Czarneckiego nie szanuje ich pracy i zatyka im skrzynki mailowe - mówiła.

Konferencja przewodniczących europarlamentu zdecydowała w czwartek, że Tajani spotka się z Czarneckim i Thun, a następnie zdecyduje na kolejnym spotkaniu 1 lutego o podjęciu ewentualnych dalszych kroków.

W zeszły czwartek liderzy czterech grup politycznych europarlamentu - Manfred Weber (EPL), Gianni Pittella (S&D), Guy Verhofstadt (ALDE) i Philippe Lamberts (Zieloni) - napisali list do szefa PE, domagając się odwołania Czarneckiego w związku z jego wypowiedzią o Thun.

- W informacji opublikowanej na blogu 4 stycznia 2018 r. wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki posunął się daleko, porównując naszą koleżankę Różę Thun do szmalcownika - napisali w liście przewodniczący. Wskazują, że Czarnecki w tej sprawie "odmówił przeprosin" w wywiadzie radiowym udzielonym 5 stycznia.

Thun wystąpiła w materiale niemiecko-francuskiej telewizji Arte na temat sytuacji polityczno-społecznej w Polsce pod rządami PiS. Pokazano w nim m.in. fragmenty antyrządowych demonstracji. - O demokrację w Polsce walczyliśmy od dekad, a oni (PiS) chcą to wszystko zniszczyć. Jak tak dalej pójdzie, w Polsce nastanie dyktatura (...). Jak się raz zniszczy demokrację i wolność, to nie wiem, jak to odbudować (...). Jestem przekonana, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej - powiedziała Thun w reportażu.

Reklama

Komentując wypowiedzi Thun 3 stycznia w wywiadzie dla portalu niezalezna.pl, Czarnecki powiedział: "Pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. (...) Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek". Wypowiedź ta potem została opublikowana na jego blogu.

Regulaminu PE mówi o tym, że: "większością trzech piątych oddanych głosów, reprezentujących co najmniej trzy grupy polityczne, Konferencja Przewodniczących może przedstawić Parlamentowi wniosek o odwołanie ze stanowiska Przewodniczącego, wiceprzewodniczącego, kwestora, przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego komisji, przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego delegacji międzyparlamentarnej lub każdego innego posła wybranego do pełnienia funkcji w Parlamencie, jeśli uzna, że poseł ten dopuścił się poważnego uchybienia". "Parlament stanowi w sprawie tego wniosku większością dwóch trzecich oddanych głosów stanowiącą większość całkowitej liczby posłów do Parlamentu" - głosi regulamin.

Konferencja Przewodniczących jest kluczowym organem politycznym i organizacyjnym izby. Tworzona jest przez liderów grup politycznych europarlamentu i jego przewodniczącego. Na czwartkowym spotkaniu dyskutowali oni o propozycji szefów czterech grup politycznych dotyczących odwołania Czarneckiego.