W rozmowie z Konradem Piaseckim, Paweł Kowal powiedział, że powód, dla którego kandyduje do Sejmu jest bardzo prosty.

- Uważam, że dzisiaj sytuacja w Polsce jest trudna, jeśli chodzi o same zasady funkcjonowania ustroju. Gdybym był pewien, że PiS i rząd nie rzuci się na wolne media, tobym się w ogóle nie angażował w politykę, bo bym był spokojny, że będą normalne wybory za 4 czy za 8 lat – powiedział.

Jego daniem podstawy ustroju w Polsce są zagrożone. - Widzę sprawę pana Banasia, wiem jakie są zagrożenia dla prywatnych mediów. Jeżeli nie będzie wolnych mediów, ludzie nie będą mogli iść do normalnych wyborów. Widzę zapowiedź budowy tzw. nowych elit, czyli widzę zagrożenie dla ludzi, którzy ciężko pracowali w ostatnich 30 latach – stwierdził Kowal.

Dodał, że widzi również zagrożenie dla "demokracji rozumianej w surowy, anglosaski sposób". Według niego fakt, że co tydzień ktoś z rządu wychodzi i wygraża prywatnym mediom, jest już pewną formą nacisku a ta może wywoływać autocenzurę.

Kowal pytany był również o wystąpienie Lecha Wałęsy podczas niedzielnej konwencji KO, kiedy były prezydent nazwał śp. Kornela Morawieckiego "zdrajcą". Polityk przyznał, że w pewnym momencie pojawiła się w jego głowie myśl, że w związku z wypowiedzią prezydenta będą kłopoty.

- Myślę, że Grzegorz Schetyna jasno powiedział, jak wyobraża sobie rolę Kornela Morawieckiego. Napisał to kilkakrotnie i co do jego postawy w tej sprawie nie ma żadnej wątpliwości. Myślę, że nie ma żadnego powodu ani moralnego prawa, żeby ocenę Lecha Wałęsy - nie znam osoby, która by się zgadzała - przypisywać wszystkim, którzy byli na sali – stwierdził Kowal.

Dodał, że "trzeba się pogodzić z tym, że czasami poglądy Lecha Wałęsy są takie, że trudno je zaakceptować".

Mocno podkreślił, że nie zgadza się z tymi poglądami byłego prezydenta. - Mówię to jasno i konkretnie - powiedział.