Rządowy samolot z prezydentem na pokładzie miał wystartować o 9.40. Ale nie wystartował, bo wcześniej Donald Tusk udał się nim na Śląsk, by spotkać się z górnikami. Lot z szefem rządu przedłużył się na tyle, że rządowy Tu-154 nie zdążył na czas wrócić na warszawskie Okęcie. Lech Kaczyński i jego małżonka musieli czekać.

Prezydent nie był jednak zły. "Lech Kaczyński nie odebrał tego jako złośliwości. To są kwestie techniczne i proszę mi wierzyć, że o takie sprawy nie będziemy się kłócili" - komentował minister Michał Kamiński z Kancelarii Prezydenta. Dodał też, że prezydent życzy panu premierowi przyjemnych lotów "tutką". Nie obeszło się jednak bez drobnej złośliwości. "Lech Kaczyński wie, że nie ma rejsowych samolotów między Gdańskiem a Katowicami i dlatego premier musiał na Śląsk polecieć samolotem rządowym" - dodał Kamiński, nawiązując do wprowadzonego przez premiera Tuska zwyczaju, by w ramach wprowadzania programu tańszego państwa urzędnicy podróżowali samolotami rejsowymi.

Przy tej okazji po raz kolejny wrócił temat zakupu nowych samolotów na potrzeby rządu i prezydenta. Według Kamińskiego jest to konieczność. "Dzisiaj mamy sytuację, kiedy jeden samolot musi obsługiwać prezydenta i premiera. Z tego wynikają różne kłopoty" - mówił minister.

Podobnego zdania są internauci, którzy zastanawiają się, czy wkrótce do Kancelarii Prezydenta nie będą docierały listy z informacją od szefa rządu: "Leszku, biorę samolot. Nie wiem, o której wrócę. Miłego dnia, Donald" - pisze DZIENNIK.