Obraźliwe wypowiedzi polityków, takie jak "Kobieta jest czymś pośrednim między mężczyzną a dzieckiem" czy "Dla kobiety sukces edukacyjny to głównie rozrywka"…, nadal nie stanowią zachęty dla wielu kobiet do uczestnictwa w wyborach. Z wyników badań Ipsos przeprowadzonych w połowie września wynika, że niemal połowa młodych Polek ma wątpliwości co do swojego udziału w nadchodzących wyborach. Paradoksalnie, to właśnie ta grupa wykazuje się najbardziej postępowymi przekonaniami. O udziale kobiet w zbliżających się wyborach parlamentarnych, rozmawialiśmy z prof. Magdaleną Środą.

Reklama

Aneta Malinowska Dziennik.pl. Jak wynika z wrześniowego badania Ipsos, prawie połowa młodych Polek nie jest pewna, czy pójdzie na wybory. Dlaczego Pani zdaniem jest tak duży opór i wiele młodych kobiet nie chce głosować?

Prof. Magdalena Środa, filozofka i etyczka Uniwersytetu Warszawskiego: Istnieją dwie główne przyczyny tego zjawiska. Po pierwsze, nadal tkwimy w ramach tradycyjnego wychowania, w którym dziewczynki nie są zachęcane do bycia aktywnymi i zaangażowanymi w życie publiczne. Wciąż obowiązuje przekaz, zarówno w szkole, w Kościele, jak i wśród rodziców, który promuje model życia kobiety, skupionej głównie na macierzyństwie i wychowaniu dzieci.

I mimo że idziemy w kierunku nowoczesności, jeśli chodzi o świadomość praw, to w Polsce jednak ten stary model jest jeszcze ciągle mocno promowany przez władzę, która pragnie mieć w kobietach istoty posłuszne, pozbawione praw, macierzyńskie. Wiele kobiet to wścieka i zachęca do słusznego buntu, ale wiele przedkłada posiadanie rodziny nad posiadanie demokracji, bez świadomości faktu, że w demokracji rodzina ma się znacznie lepiej.

A jaki jest drugi powód?

Drugi powód wydaje mi się bardziej ogólny i dotyczy głównie młodych kobiet. Gdybym oglądała politykę taką, jak ta, którą przez ostatnich osiem lat uprawia partia rządząca (a przecież młodzi innej nie znają), to byłabym zniechęcona do polityki w ogóle, bo widziałabym ją przede wszystkim jako domenę brutalnie walczących ze sobą mężczyzn. I dlatego wiele kobiet kobiety nie chce mieć z tym nic wspólnego; taka polityka nie załatwia ich spraw czy interesów, lecz jest walką o władzę dla władzy.

Nie załatwia naszych interesów, ale w interesy i w życie kobiet bardzo uderza...

Reklama

To jest trwały problem w polskiej rzeczywistości. Żadna z partii politycznych nie potraktowała nigdy poważnie polityki socjalnej, od początku naszej demokracji: znikały żłobki, przedszkola, wsparcie dla matek pracujących, pomoc dla osób wychowujących dzieci żyjące z niesprawnością, a tak zwane sfeminizowane zawody były najgorzej opłacane ze wszystkich. Zawsze w tym kraju byłyśmy obywatelkami drugiej kategorii. Wszyscy politycy z każdej partii rządzącej, mieli niepisane hasło: "kobiety sobie poradzą". I radziły sobie, z aborcją też. Zakaz aborcji mamy przecież od 1992 roku i przez tyle lat nie udało się go znieść. Walczyłyśmy, ale – w przeciwieństwie do Francuzek - bez skutku. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że za tym zakazem stały potężne siły: politycy, parlament, rządy a przede wszystkim Kościół. Politycy tak naprawdę mają "gdzieś" ochronę życia od poczęcia, ale hierarchów boją jak ognia i troszczą o nich jak o jajo, i to nie z powodu lękiem przed panem Bogiem, ale przed brakiem poparcia wyborczego.

Warto jednak z drugiej strony zaznaczyć, że ta niemożność skutecznej walki o prawa reprodukcyjne, ma też głębsze przyczyny, wynikające z naszego stosunku do prawa w ogóle. Przez wiele lat byliśmy pod zaborami albo pod faszyzmem czy komunizmem. Innymi słowy, obszar publiczny, w tym proces ustanawiania prawa, należał do obcych mocarstw, co sprawiło, że przez długie dziesięciolecia nauczyliśmy się omijać to prawo i kontestować je.

To znaczy…?

Władza mówi swoje, a my robimy swoje. W Polsce nie ma podziemia aborcyjnego, w Polsce (albo tuż przy jej granicach) jest bardzo rozwinięty rynek aborcyjny; kwestia aborcji w Polsce nie dotyczy problemów z dostępnością ale kwestii finansowej. Prywatni ginekolodzy często ci sami, których sumienie odmawia zabiegu w szpitalu publicznym, przeprowadzają aborcję w swoich gabinetach, przepisują środki antykoncepcyjne, wczesnoporonne… Dodatkowo różne środki można zakupić przez internet. A to sprawia, że część kobiet mówi sobie: nie ma co łamać kopii, ja sobie załatwię aborcję, prawa reprodukcyjne – poza prawem. Załatwianie sobie różnych rzeczy poza prawem to nasza narodowa tradycja.

Dlaczego mimo tych różnych mocno zakorzenionych przyczyn i przekonań, kobiety powinny iść na te właśnie wybory? Które argumenty powinny je najbardziej przekonać?

Z przyjemnością zorganizowałabym na ten temat wykład. Rozpoczęłabym od tego, że polityka w rzeczywistości jest czymś bardzo ważnym. Grecy mówili, że jest dobra, bez niej nie ma szczęśliwej wspólnoty, a bez szczęśliwej wspólnoty nie ma szczęśliwych ludzi. Polityka nie ogranicza się jedynie do wyborów, głosowań czy decyzji podejmowanych przez różnych polityków. Polityka to całe nasze życie, również to prywatne, seksualne, prokreacyjne, edukacyjne, kulturowe… Musimy więcbrać w niej udział, bo inaczej ważne dla nas decyzje będą podejmowali mężczyźni, albo służące im kobiety. Niewolnice patriarchatu – jak nazywam polityczki PiS. To nie polityka jest zła, ale politycy. Trzeba więc ich usunąć i zastąpić mądrymi kobietami. Na listach wyborczych jest takich bardzo dużo. Jest w czym wybierać. Polityka wprowadza (powinna wprowadzać) w nasze życie ład, powinna łagodzić konflikty, harmonizować interesy, zapewniać bezpieczeństwo. Nie da się żyć bez polityki, choć doskonale da się żyć bez wielu polityków.

To praktyczny argument…

Ważne jest też uświadomienie sobie, że błędem jest myślenie, że pojedynczy głos niewiele znaczy, ale tak naprawdę jeden głos znaczy bardzo, bardzo wiele i możemy tym jednym głosem zmienić kształt ustrojowy tego kraju. Poza tym, kiedy dokonuje się wyborów politycznych, warto znać program tych, na których się oddaje swój głos, i znać dalekosiężne konsekwencje tych programów.

Przykład, który mi się nasuwa, to historia związana z moimi studentami. Otwarci ludzie, ale jednocześnie gremialnie popierali Korwin-Mikkego. Zapytałam ich, czy pragną płatnych studiów, czy płatnej służby zdrowia, na co odpowiedzieli zdecydowanym "nie". Wtedy zwróciłam uwagę, że takie rozwiązania stanowią część programu politycznego Korwina-Mikkego. Jednak tamci studenci nie zdawali sobie z tego sprawy.
Nauczyliśmy się traktować polityków jak graczy w grze, której reguł nie znamy. Patrzymy na nich przez pryzmat rozrywki lub oryginalności, lub z oburzeniem odwracamy głowę. Rzadko mamy rozeznanie w programach. Dlatego polecałabym przyjrzenie się bezpośrednim skutkom programów polityków/polityczek, na których głosujemy, albo na których nie głosujemy. To pozwoli zrozumieć, jak będzie wyglądał świat po wprowadzeniu konkretnych projektów: jakie będą nasze warunki życia, jakie perspektywy czekają nasze dzieci i wnuki, jakie będą możliwości służby zdrowia, jaka będzie nasza wolność i wiele innych aspektów.




Dlaczego głos kobiet jest tak istotny i ważny w najbliższych wyborach? Czy Pani zdaniem jest szansa, że właśnie kobiety odmienią losy Polski?

Ich głos jest ważny, a jeszcze ważniejszy jest udział w polityce, bo – statystycznie - są bardziej rozsądne, znacznie lepiej wykształcone, mają mniej testosteronu, jest w nich więcej troski o świat niż o siebie, są bardziej empatyczne, mają inne, bardziej istotne priorytety: kobiety troszczą się o zdrowie, edukację, klimat, a nie o władzę, zbrojnie (na pokaz), sport i kogucie sukcesy. Poza tym to kobiety najwięcej tracą na autorytarno-fundamentalistycznych rządach, z którymi mamy obecnie do czynienia, można się buntować przeciw nim na ulicach,ale teraz jest pora na inną formę powiedzenia "nie!". Tak więc udział w najbliższych wyborach, to konieczność, obowiązek obywatelski, ale także sprawdzian naszej wolności, sprawczości i odpowiedzialności.