Nie wie tego nikt poza samym Putinem. To jest enigma. Jego pozycja jest w rosyjskiej polityce tak silna, że może powiedzieć, co tylko chce. Ale osobiście bardzo
wątpię, aby uznał współodpowiedzialność Stalina za rozpoczęcie wojny.
Bo to by było sprzeczne z fundamentalną oceną tego okresu w Rosji. Maksimum tego, czego można się po Putinie spodziewać, to uznanie, iż sowiecka polityka w tamtym okresie była równie
błędna jak wszystkich innych krajów europejskich. Ale tylko i wyłącznie w takim kontekście. W dzisiejszej Rosji absolutnie nie ma gotowości do uznania, że Stalin ponosi jakąś
odpowiedzialność za rozpoczęcia II wojny światowej. Tak jak nie było to możliwe w okresie sowieckim.
Dokonania Związku Sowieckiego w czasie II wojny światowej są jednym z fundamentów obecnego systemu politycznego w Rosji, wręcz rosyjskiej tożsamości. Ale także większość rosyjskich
historyków nie wierzy, aby decyzje Stalina przyczyniły się do jej rozpoczęcia. Uważają oni jedynie, że Stalin popełnił błąd, bo nie potrafił wykorzystać czasu, jaki zyskał, odkładając
wojnę z Niemcami, na lepsze przygotowanie kraju do konfliktu.
W tamtym czasie wszystkie kraje europejskie darzyły się głęboką nieufnością. Nikt nie wierzył nikomu. Stalin bardzo się obawiał, że Hitler w końcu dojdzie do porozumienia z Wielką
Brytanią i Francją. A kraje te, zdaje się, były zainteresowane skierowaniem agresji Hitlera ku Wschodowi. Nie wierząc mocarstwom zachodnim, Stalin zdecydował się więc podpisać ten pakt, aby
przynajmniej na jakiś czas odłożyć ryzyko wybuchu wojny.
Uważam, że zarówno Putin, jak i pozostali rosyjscy przywódcy powinni dokonać takiego gestu i uznać, że Katyń jest zbrodnią popełnioną przez Sowietów. Zaprzeczanie tej prawdzie jest po
prostu kompromitujące. Każdy wie przecież, jak było w rzeczywistości. Ale nie jestem wcale pewien, że Putin się na to zdecyduje. Bo tu nie chodzi o stosunki polsko-rosyjskie. Ale raczej o
nieosłabianie tożsamości rosyjskiej, zbudowanej po rozpadzie Związku Radzieckiego na micie zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. W tej wizji rosyjska historia, szczególnie ta najnowsza,
powinna być możliwie jak najbardziej konsekwentna i pozytywna. Tę samą logikę Kreml stosuje zresztą do oceny wydarzeń wewnętrznych w Związku Sowieckim. I to również dotyczących dawnej
historii Rosji.
Zobaczymy, czy to jest sukces, jak usłyszymy, co powie Putin. Ale z pewnością nie przyjechałby on, gdyby Jarosław Kaczyński nadal był premierem Polski. W tym sensie Tusk może zapisać na swoim koncie pewne osiągnięcie.
*Fiodor Łukianow, redaktor naczelny bliskiego Kremlowi periodyku „Rosja w Polityce Globalnej”