Biały Dom nie zostawia niczego przypadkowi. Planowaniem operacji zajmuje się Połączone Dowództwo Operacji Specjalnych (JSOC). To ta sama jednostka, która przeprowadza najbardziej poufne misje na świecie. Tym razem ich cel jest jasny: zapobiec rozprzestrzenianiu broni masowego rażenia poprzez fizyczne przejęcie materiałów nuklearnych.
Donald Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji o rozpoczęciu misji. Rzeczniczka Białego Domu ucina spekulacje, twierdząc krótko: zadaniem Pentagonu jest czynienie przygotowań. Amerykańscy planiści muszą brać pod uwagę fakt, że większość materiałów znajduje się głęboko pod ziemią, w obiektach, które odniosły już uszkodzenia podczas uderzeń w 2025 roku.
Co dokładnie chce przejąć Pentagon?
Cel misji to około 440 kg uranu wzbogaconego do poziomu 60 proc. To ogromna ilość materiału, który znajduje się niebezpiecznie blisko progu umożliwiającego budowę bomby atomowej. Jednak fizyczne wydostanie go z Iranu to wyzwanie techniczne, które przeraża nawet ekspertów.
Uran nie występuje tam w formie sztabek czy proszku. To heksafluorek uranu (UF6) w postaci gazowej, zamknięty w specjalnych cylindrach. Dyrektor generalny MAEA, Rafael Grossi, ostrzega, że manipulacja tymi zbiornikami jest niezwykle trudna i niebezpieczna. Jakakolwiek nieszczelność podczas transportu pod ostrzałem mogłaby doprowadzić do katastrofy.
Pentagon szykuje się do desantu
Choć operacja komandosów wydaje się najbardziej prawdopodobna, Pentagon idzie o krok dalej. Dowódcy przygotowują warianty zakładające udział regularnych sił lądowych USA. Według doniesień CBS News, wojskowi planują już nawet, jak zorganizować ewentualne zatrzymania irańskich żołnierzy i gdzie ich później transportować.
Wysocy rangą dowódcy złożyli konkretne prośby o rozmieszczenie dodatkowych sił w regionie. Wszystko wskazuje na to, że armia chce być gotowa na każdy scenariusz – od szybkiego "chirurgicznego" uderzenia po pełnoskalową operację zabezpieczającą teren.
Trump zaprzecza, ale przygotowania trwają
Sam Donald Trump publicznie ucina spekulacje o wysyłaniu wojsk. W czwartek zadeklarował stanowczo: Nie, nigdzie nie wysyłam wojsk. Dodał jednak, że gdyby nawet taki plan istniał, na pewno nie zdradziłby go mediom.