Berlusconi pocałował Kadafiego w rękę w marcu 2010 roku podczas szczytu Ligi Arabskiej w Syrcie w Libii.

Reklama

Minister spraw zagranicznych zapytany o to, czy dla włoskiego rządu pocałunek ten jest powodem zakłopotania, odparł, że także przywódcy innych krajów, na przykład Francji składali Kadafiemu "wszystkie honory" w czasie jego wizyty w Paryżu.

Następnie Frattini dodał, że od czasu rewolty w Libii wszystko się zmieniło. "Przyjęliśmy do wiadomości, że sytuacja jest całkowicie inna i zobaczyliśmy przywódcę państwa, który otworzył ogień do swojego narodu. W tym momencie wspólnota międzynarodowa powiedziała: dość" - oświadczył szef MSZ.

Frattini powiedział również, że zawarty w 2008 roku traktat o przyjaźni między Włochami a Libią jest "z prawnego punktu widzenia zawieszony, bo po prostu zabrakło interlokutora".

"Musi zostać uznany za zawieszony, ale nie anulowany" - wyjaśnił. Franco Frattini stwierdził, że traktat wejdzie w życie wraz z narodzinami "nowej Libii".

Reklama

Minister wyraził przekonanie, że Włochy muszą być "absolutnie gotowe na plan B", a za taki władze w Rzymie uważają przybycie w najbliższym czasie 50 tysięcy uciekinierów z północnej Afryki.