Przez kilka dni na początku listopada Pakistan był sparaliżowany: na ulicach największych miast radykałowie urządzali gwałtowne demonstracje i utarczki z policją, ich zwolennicy zablokowali też drogi wlotowe do metropolii. – Władza zademonstrowała swoją nieuczciwość – dowodził Ejaz Ashrafi, rzecznik Tehrik-e-Labaik (TLP), jednego z najsilniejszych tamtejszych ugrupowań islamistycznych, które organizowało blokady dróg. – To złamanie ustaleń, jakie mieliśmy z rządem dorzucał w imieniu swojej partyjki.

– Sędziowie (Sądu Najwyższego, który zdecydował o zwróceniu Asii Bibi wolności – red.) też zasługują na śmierć pomstował lider innej grupy fanatyków. To dzięki ich decyzji na początku listopada Bibi wyszła z celi śmierci w więzieniu Multan w stanie Pendżab i na wszelki wypadek – jak się okazuje, słusznie – została wywieziona „w bezpieczne miejsce”. Rząd w Islamabadzie próbuje właśnie pospiesznie pozbyć się tego gorącego kartofla: im szybciej Bibi opuści Pakistan, tym szybciej gabinet nowego premiera będzie w stanie przywrócić spokój w kraju.

Sprawa wywołała już polityczną awanturę na Wyspach – Londyn początkowo miał zapewnić uwolnionej kobiecie azyl, w ostatniej chwili jednak wycofał się z tej oferty. I to mimo nacisków ze strony byłego szefa dyplomacji Borisa Johnsona, deputowanych wszystkich liczących się partii politycznych czy wreszcie trójki cieszących się wielkim autorytetem muzułmańskich imamów ze Zjednoczonego Królestwa, którzy próbowali w ten sposób nieco złagodzić narrację na temat islamu i pokazać, że gromy na głowę Bibi ciskają wyłącznie radykałowie.

Ta presja zdała się na nic. Jak ujawnił dziennik „The Guardian”, brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych przesądziło o wycofaniu się z oferty azylu, gdy jego eksperci uznali, że zagrożenie ze strony rozjuszonego tłumu dla ambasady w Islamabadzie jest zbyt wielkie. Na szczęście z odsieczą przyszli Kanadyjczycy. – To sprawa o wielu delikatnych kontekstach, dlatego niewiele chciałbym o tym mówić publicznie, ale chciałbym przypomnieć, że Kanada jest krajem gościnnym – potwierdził w dyplomatyczny sposób premier Justin Trudeau podczas poniedziałkowej konferencji prasowej zorganizowanej podczas wizyty Kanadyjczyka w Paryżu.

Sprawa pakistańskiej katoliczki została w Ottawie potraktowana jako kwestia ponadpartyjna, godząc lewicowy rząd Trudeau z konserwatywną opozycją. Ba, konserwatyści wezwali wręcz szefa rządu, by „użył wszystkich mechanizmów, jakie ma do dyspozycji, by zaoferować Bibi azyl”. W zapasie są też inne kraje: Stany Zjednoczone, Niemcy czy Holandia, gdzie azyl otrzymał prawnik, który bronił Bibi przed pakistańskim sądem w procesie o bluźnierstwo, w którym została skazana na śmierć. O jej los dopytywał w tym tygodniu szef Parlamentu Europejskiego, wcześniej interweniowali papieże Benedykt XVI i Franciszek. Ale też nie ma się co dziwić temu azylowemu „konkursowi ofert”: Pakistanka jest dziś swoistym symbolem smutnego losu chrześcijan w Azji i na Bliskim Wschodzie.