Przewodnicząca Sądu Najwyższego Brenda Hale w uzasadnieniu wyjaśniła, że sprawa, którą musieli rozstrzygnąć sędziowie, składała się z trzech elementów. Pierwszy to, czy zgodność z prawem zawieszenia parlamentu (a formalnie rady, którą premier przedstawił królowej) podlega jurysdykcji sądu - i sędziowie nie mieli wątpliwości, że podlega.
Drugim pytaniem jest to, jakie są limity prawa do zawieszenia parlamentu. - - mówiła Hale.
Trzecią kwestią jest to, czy w tym konkretnym przypadku zawieszenie parlamentu uniemożliwiło mu bez uzasadnionej przyczyny wykonywanie swej roli. - - wyjaśniła przewodnicząca Sądu Najwyższego.
Sędziowie orzekli, że rada przedstawiona przez premiera królowej ws. zawieszenia parlamentu (formalnie to królowa zawiesza parlament, ale decyduje o tym premier) była niezgodna z prawem i nie niesie za sobą żadnych skutków prawnych, czyli uznali, że do zawieszenia parlamentu w ogóle nie doszło i obecna sesja wciąż trwa. Jak podkreśliła Hale, orzeczenie zostało przyjęte jednomyślnie przez cały 11-osobowy, czyli maksymalny, skład sędziowski.
Choć w orzeczeniu nie napisano wprost, że Johnson wprowadził w błąd Elżbietę II, jego treść i tak została w powszechnej opinii przyjęta jako ciężka porażka szefa rządu. Natychmiast po ogłoszeniu orzeczenia dymisji Johnsona zaczęli się domagać liderzy wszystkich partii opozycyjnych.
- - mówił lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn. - - dodał.
- - powiedziała z kolei liderka Liberalnych Demokratów Jo Swinson.
Wkrótce po ogłoszeniu orzeczenia spiker Izby Gmin John Bercow - który również wyraził zadowolenie z jego treści - zapowiedział, że obrady parlamentu zostaną wznowione w środę o godz. 11.30 (12.30 czasu polskiego).
Johnson, który obecnie przebywa w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, powiedział stacji BBC, że uszanuje orzeczenie Sądu Najwyższego. - - mówił. Dodał, że najważniejsze jest teraz doprowadzenie do brexitu w dniu 31 października.
Nie wiadomo jednak, w jaki sposób zamierza to zrobić, bo przed zawieszeniem parlament przyjął ustawę, która - jeśli do 19 października Izba Gmin nie zatwierdzi porozumienia z Unia Europejską bądź nie zgodzi się na brexit bez umowy - zmusza szefa rządu do zwrócenia się o opóźnienie terminu wyjścia z UE.
Johnson powiedział też, że Wielka Brytania potrzebuje nowych wyborów parlamentarnych.
Cytowane przez Reutera źródło na Downing Street zapewniło, że Johnson nie ma zamiaru składać dymisji. Według tego samego źródła brytyjski premier skróci pobyt na sesji ONZ i jeszcze we wtorek powróci do Londynu, a wieczorem ma odbyć naradę z członkami rządu.
Spodziewać się można natomiast, że dymisję złoży - lub zostanie do niej zmuszony - Dominic Cummings, główny doradca polityczny Johnsona. Zdaniem mediów zawieszenie parlamentu, by nie przeszkadzał premierowi w przeprowadzaniu brexitu, było jego pomysłem.
Decyzja o zawieszeniu parlamentu weszła w życie 10 września i miała obowiązywać do czasu otwarcia nowej sesji Izby Gmin 14 października. Jakkolwiek samo zawieszenie parlamentu (prorogacja) jest normalną procedurą, wątpliwości budził wyjątkowo długi okres jego trwania. Skarżący tę decyzję i krytycy rządu argumentowali, że Johnson zrobił to, aby uniemożliwić parlamentowi przeszkodzenie mu w doprowadzeniu do brexitu 31 października.
Sprawa trafiła do SN, gdyż sądy niższej instancji wydały sprzeczne orzeczenia w sprawie prorogacji. Wysoki Trybunał (High Court) w Londynie odrzucił 6 września pozew jej przeciwników, wyjaśniając, że sprawa ma charakter polityczny, a nie prawny, zatem nie jest ona w kompetencji sędziów. 11 września szkocki sąd apelacyjny (Court of Session) uznał jednak, że decyzja Johnsona była niezgodna ze szkockim prawem, wobec tego nie ma mocy obowiązującej. Z kolei następnego dnia Wysoki Trybunał (High Court) w Belfaście odrzucił pozew, według którego narusza ono porozumienie wielkopiątkowe w Irlandii Północnej.