Informatorzy gazety przedstawiają dwie wersje startu nowej inicjatywy: wczesna jesień albo czas po wyborach samorządowych, czyli końcówka roku. Pierwszym sprawdzianem dla nowej siły mają być wybory do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. – Są łatwiejsze od krajowych, przy dobrych nazwiskach na listach dają szansę, by z niezłym wynikiem wejść na rynek polityczny – mówi "Wyborczej" osoba, która ponoć zna plany Biedronia.

Reklama

Prezydent Słupska zrezygnuje z działalności samorządowej, bowiem jego cel strategiczny to wybory parlamentarne w przyszłym roku i wspólna lista, której chce być liderem - czytamy. - Chodzi o słynny blok centrolewicowy, który stanąłby w szranki z PiS obok liberalnej koalicji Platformy i Nowoczesnej. Jest przekonanie, że Biedroń mógłby pogodzić środowiska SLD i Razem, które dotąd nie mogły nawiązać współpracy - wyjaśnia "Wyborczej" jeden z polityków lewicy.

Co na to sam zainteresowany? Najpierw bardzo lakonicznie i niejednoznacznie skomentował pogłoski.

"Fama crescit eundo (łac. plotka rośnie, rozchodząc się). Kocham Słupsk, podobnie jak Polskę" - napisał na Twitterze.

Reklama

Następnie jednak zwołał konferencję prasową, na której już zdecydowanie zdementował doniesienia "Wyborczej".

- To, że kocham Słupsk, kocham Polskę nie znaczy, że stanę na czele jakiejkolwiek partii czy ruchu, który nazywa się Kocham Polskę – oznajmił Biedroń.

Jak zapowiedział, "w najbliższych tygodniach" podejmie decyzję dotyczącą ubiegania się o drugą kadencję prezydenta Słupska. Powiedział też, że "nigdy" nie deklarował startu w wyborach do europarlamentu.

- Przede mną w najbliższych tygodniach trudne wybory. Nie mogę powiedzieć dziś, jaką decyzję podejmę. Na pewno będzie dla mnie trudna, ponieważ Słupsk to moje miasto. Kocham Słupsk. Wiele mu zawdzięczam. Wiernie mieszkańcy kibicowali mi przez te lata. Pokazują to ostatnie sondaże i chciałbym kontynuować swoją politykę w Słupsku. Ale z drugiej strony wiem, że los Słupska zależy od losu Polski. I nie mogę się biernie przyglądać temu, co się dzieje w Polsce – powiedział dziennikarzom Biedroń.

Jak podkreślił, sondaże wskazują, że "ma wysokie poparcie wśród mieszkańców, jedno z najwyższych w Polsce wśród prezydentów miast, i dlatego to jest trudna decyzja". Biedroń zapewnił, że "będzie ona na pewno przemyślana i podjęta nie pod naciskiem jakiejkolwiek plotek, domniemań czy spekulacji".

- Widzę, co się dzieje w państwie i na pewno nie będę stał biernie. (...) Zamierzam popierać każdy projekt, który będzie proeuropejski, otwarty, nowoczesny, progresywny. Czekam z utęsknieniem na taki, jak wielu Polaków. (...) Mam nadzieję, że ten stan oczekiwania na taki projekt nie będzie się długo utrzymywał i w najbliższym czasie ktoś weźmie byka za rogi i podejmie się tego trudnego wyzwania – poinformował Biedroń, jednocześnie podkreślając, że nie ma żadnej partii o nazwie Kocham Polskę, na której czele miałby stanąć.

Przyznał, że liczy na to, że prezydent Andrzej Duda zawetuje ustawę ws. zmian w ordynacji wyborczej do PE, ale dodał, że weto nie będzie miało żadnego wpływu na jego decyzję co do własnej przyszłości politycznej.