Rządowy samolot Jak-40 z grupą dziennikarzy na pokładzie lądował w Smoleńsku około godziny 7.20. 60 minut później miał na pasie usiąść Tu-154 wiozący do Katynia parę prezydencką i 94 inne osoby. Załogi obu maszyn rozmawiali ze sobą. Jedni drugich ostrzegali o złej pogodzie.
Piloci samolotu Jak-40, którzy wcześniej wylądowali w Smoleńsku mówili załodze Tu-154 o pogarszającej się pogodzie - ustaliła "Rzeczpospolita". Jak mówią informatorzy gazety, oba polskie samoloty miały ze sobą kontakt radiowy. Ich zdaniem załogi rozmawiały ze sobą, gdy prezydencki tupolew był w powietrzu, a Jak-40 już wylądował na pasie lotniska.
Piloci jaka przekazywali kolegom informacje o pogodzie w Smoleńsku. Mówili, że pogoda z minuty na minutę się pogarsza - twierdzą rozmówcy dziennika. Szczególnie ostrzegali przed gęstniejącą mgłą.
Jeden z pilotów twierdzi, że prowadzący tupolewa nie musiał zastosować się do tych ostrzeżeń. "Sam jednak, gdybym usłyszał takie ostrzeżenie, byłbym bardziej ostrożny" - dodał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane