Dziennik Gazeta Prawana logo

Nangar Khel było bazą talibów

15 lipca 2008, 08:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Siedem stron liczy amerykański raport o ostrzelaniu przez Polaków wioski w Nangar Khel. Wynika z niego, że talibowie używali wioski jako bazy i terroryzowali jej mieszkańców. Ci próbowali się im przeciwstawić, ale nie byli w stanie. Raport wylicza też błędy Polaków, ale nie wini ich jednoznacznie za tragiczną śmierć Afgańczyków.

Czy raport, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza" okaże się przełomem w sprawie oskarżonych żołnierzy? Sześciu z nich grozi dożywocie, siódmemu 25 lat więzienia. Dlatego tak ważny może być amerykański dokument.

Początkowo nie było nawet wiadomo, czy powstał. Ale "Gazeta Wyborcza" twierdzi, że MON od początku musiał zdawać sobie sprawę z istnienia raportu. Ma o tym świadczyć fakt, że dokument opisuje spotkanie gubernatora prowincji z mieszkańcami wioski. W tym spotkaniu udział brał dowódca Polskiej Grupy Bojowej pułkownik Adam Stręk. Ale jak podkreśla gazeta, jeszcze kilka dni temu wojsko nie potwierdzało istnienia dokumentu mówiącego o talibach we wiosce.

A ci z całą pewnością tam bywali. Mieszkańcy na spotkaniu skarżyli się gubernatorowi Akramowi Chapalwace, że nie mają już siły im się opierać. Talibowie używali Sza Mardan - bo tak właśnie nazywa się wioska położona w regionie Nangar Khel - jako swojej bazy wypadowej. Zabierali też jej mieszkańcom żywność.

Ci próbowali ich wyprosić. Wysłali do nich kobiety z Koranem, by przekonały ich do odejścia. Ale talibowie odmówili. Grozili też śmiercią za współpracę z NATO.

Raport wylicza też polskie błędy i zwraca uwagę na nieznajomość terenu i zwyczajów. Po spotkaniu gubernator miał poprosić, by w walce z talibami we wiosce być ostrożnym. Najpierw należało ich ostrzelać ogniem maszynowym i dopiero w ostateczności z moździerzy.

Gubernator zalecał częste wizyty we wiosce i nasilenie kontaktów ze starszyzną. Dzięki obecności żołnierzy we wiosce była większa szansa, że to talibowie będą musieli ją ostrzelać. A NATO będzie mogło użyć każdej broni, skoro oni będą w polu.

Polaków pośrednio skrytykowano za niedopuszczenie krewnych do rannych kobiet w czasie transportu. W afgańskiej kulturze powinny one podróżować z krewnym lub mężem. "Procedury muszą być tworzone tak, by szanować kulturę Pusztunów i ich zwyczaje" - czytamy w raporcie przytoczonym przez "Gazetę Wyborczą".

Dokument kończy podsumowanie: "Naszym zasadniczym celem musi być ochrona mieszkańców wiosek przed talibami, a nie zabijanie talibów, gdziekolwiek się oni znaleźli".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj