Sprawa betanek z klasztoru w Kazimierzu została umorzona, bo . Prawo złamać mogła wprawdzie była przełożona zakonnic Jadwiga L., lecz .
Wątek molestowania seksualnego został umorzony, bowiem osoba, która miałaby paść ofiarą tego przestępstwa, nie złożyła wniosku o ściganie, a jest to konieczne, by prowadzić postępowanie. Ponadto byłe zakonnice zeznały, że nie czują się pokrzywdzone.
Ta zakonnica w grudniu 2007 roku oskarżała w mediach o molestowanie mieszkającego w klasztorze ojca Romana K. "Poszłam do ojca Romana. Posadził mnie na wersalce. " - opowiadała.
"Pouczona przez prokuraturę siostra, która miała rzekomo być poddawana zabronionym czynnościom seksualnym nie skorzystała z możliwości zgłoszenia sprawy" - mowi DZIENNIKOWI Beata Syk-Jankowska z prokuratury w Lublinie.
Jeszcze w grudniu 2007 roku jedna z betanek . "Siostra Jadwiga wpadała w szał. " - mówiła w TVN była betanka. Przekonywała, że . Te seanse przemocy nazywano modlitwą - przekazywaniem światła. Przełożona miała rzekomo nakłaniać inne zakonnice, by biły członkinie zakonu.
"Najczęściej w trakcie takiej modlitwy Jadwiga nie wytrzymywała, wstawała, biegła do osoby i zaczynała okładać ja pięściami" - opowiadała zakonnica, która opuściła klasztor.
""Badano przypadek tej <grupy modlitewnej>, o której poinformowała jedna z betanek. Grupa miała naruszać nietykalność kilku sióstr, które nie potwierdziły podanych prokuraturze informacji. W efekcie nie prowadzono postępowania ponieważ prokurator doszedł do wniosku, że tego typu przestępstwa nie są ścigane z urzędu, a z oskarżenia prywatnego" - powiedziała Beata Syk-Jankowska.