To były ułamki sekund. Gdy pod bramę prowadzącą do brytyjskiej bazy wojskowej Antrim w Irlandii Północnej zajechali dwaj dostawcy pizzy, z krzaków wyskoczyli uzbrojeni po zęby terroryści organizacji Kontynuacja IRA. Otworzyli ogień, a w polu rażenia znalazło się sześciu ludzi: dostawcy pizzy i czwórka żołnierzy.
. Nie zważając na przecinające powietrze serie z karabinów, , ukrywając w zagłębieniu między siedzeniem a pedałami. - pisze na łamach gazety "The Telegraph" korespondent Sean Rayment.
>>> Rodzina rannego Marcina dziękuje za wsparcie
Teraz . Na razie dochodzi do siebie w szpitalu.
. Po zamachu Fitzpatrick przeszedł dziewięciogodzinną operację rekonstrukcji nadgarstka.
"Wie pan, doniesień prasowych w sprawie tego zamachu jest wiele. Ciężko za wszystkim nadążyć" - zauważa. Podkreśla zarazem, że ciągle interesuje się stanem rannego Marcina.
"Ma się dobrze, zapewne odwiedzę go w poniedziałek wieczorem. " - mówi nam Mullen. "Ale proszę pamiętać, że - dodaje konsul.
>>> W Irlandii Północnej znów leje się krew
" Jego działania uratowały sparaliżowanego strachem dostawcę pizzy. Jednak " - mówi gazecie "Telegraph" informator z brytyjskiej armii. - dodaje.
Gazeta dotarła do rodziców młodego żołnierza. Państwo Roy i Pauline Fitzpatrick przylecieli do walczącego o życie syna z domu w Caerphilly w Walii. Przyznają oni, że byli totalnie zszokowani doniesieniami o ataku na bazę w Antrim.
"Dowiedzieliśmy się o tym w niedzielę rano. "W jakiś sposób byliśmy gotowi na to, że może mu się coś stać w Afganistanie, a nie w sobotni wieczór w bazie" - dodaje Paulin Fitzpatrick.
W ubiegłym tygodniu drugi z ocalałych dostawców pizzy ujawnił, że zawdzięcza życie jednemu z żołnierzy, który zasłonił go swoim ciałem. Rekonstrukcja wydarzeń wykazała, że uratował go saper Patrick Azimkar, jeden z dwóch zabitych żołnierzy.