31-letni Marcin, ranny w ataku Prawdziwej IRA na bazę armii brytyjskiej w Massereene w Irlandii Północnej, opowiada, że w dniu strzelaniny zastępował w pracy swojego kolegę. Ta przysługa mogła go kosztować życie.
W feralną sobotę Marcin, który w Antrim pracował jako dostawca pizzy w restauracji Domino's, . To miała być przyjacielska przysługa - kolega chciał tego dnia wrócić do domu wcześniej.
>>>Żołnierz uratował życie polskiego emigranta
Konsul honorowy RP Jerome Mullen, który odwiedził emigranta w belfaskim szpitalu, wspomina, że podczas ataku Polak był świadomy. "Opowiadał, że po pierwszej serii strzałów był przekonany, że to fajerwerki. . , co - jak mówi - podobno w ogóle mu się nie zdarza" - mówi konsul.
>>>Prawdziwa IRA nie żałuje Polaka
Polski emigrant przyjechał do Irlandii Północnej cztery lata temu ze swoją dziewczyną Martą, z którą ma 16-miesięcznego synka. W rekonwalescencji na miejscu towarzyszy mu rodzina.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|