Bułgarzy tysiącami podpisują też petycję do polskiej ambasady, w której protestują przeciwko "odebraniu córki ojcu".
"Nikoleta i Paweł to obywatele Bułgarii i nie możemy być obojętni wobec ich losu. " - napisała do premiera Sergieja Staniszewa Maria Cappone, bułgarska europarlamentarzystka z Europejskiej Partii Ludowej.
Bułgarski wymiar sprawiedliwości współpracuje z polskim MSZ i bezskutecznie próbuje odzyskać siedmioletniego Pawła, syna Polki Barbary Barnaś-Wasiljew. Wcześniej milicji udało się odebrać ojcu 10-letnią Nikoletę. Doszło jednak do ulicznej walki, a Polka została pobita.
>>>Zobacz bitwę Polki i jej eksmęża o dzieci
Od piątku . W niedzielę odbył się kolejny. Po południu demonstrowało tam ponad 200 członków bułgarskiej socjaldemokracji. "Porywacze, chcemy Niki z powrotem" - skandowali demonstranci. W piątek ambasadę pikietowało kilkadziesiąt osób z nacjonalistycznej partii WMRO. - głosiły hasła na ich transparentach.
"Milicja i opieka społeczna zachowała się zbyt okrutnie. Sąd powinien jeszcze raz rozpatrzyć sprawę" - mówił agencji Novinite bułgarski parlamentarzysta Lyuben Dilov.
Dziennikarz największej bułgarskiej gazety "Trud" Borislav Zuembiulev zauważa, że . "Dlatego małe skrajne partie chcą przypomnieć o swoim istnieniu. Zwłaszcza teraz, gdy zbliżają się ważne wybory" - mówi nam bułgarski dziennikarz.
>>>Bitwa Polki z Bułgarami o skradzione dzieci
Polsko-bułgarska kłótnia o dzieci ma swój początek w kwietniu 2008 roku. To wtedy "Wcześniej nic nie wskazywało na to, że dojdzie do takiej awantury. Kochali się, a Todor był przykładnym mężem" - opowiada nam Anna, siostra Barbary Barnaś-Wasiljew.
"Po kilku latach małżeństwa zaczął mnie prosić, abym poszła do pracy. Nie mogłam nic znaleźć w Polsce, więc wyjechałam za granicę. " - mówi nam pani Barbara.
Jak zapewnia polski konsulat, . "Mamy nadzieję, że do takich dantejskich scen już nie dojdzie" - mówi Wojciech Gałązka, konsul polskiej ambasady RP w Sofii.