"Policja ciągle podjeżdżała pod starą szkołę, w której mieszka ta rodzina. Teraz już wiemy dlaczego. Podobno " - opowiada "Gazecie Pomorskiej" jedna z mieszkanek Bochlina.
A koszmar rodziny trwał od 2002 roku. Wtedy . W ręce policjantów oprawca trafił dopiero w styczniu tego roku.
Ale dramat się nie skończył. W oprawców zamienili się sąsiedzi rodziny. "To straszne. Ale, jak to często bywa na wsiach, " - mówi "Gazecie Pomorskiej" . To do niego o pomoc zwróciła się .
>>>"Polski Fritzl": Jestem niewinny
Wyjściem wydaje się przeprowadzka, ale lokalne władze rozkładają ręce. "Tu wszyscy się znają. Trzeba wyprowadzić rodzinę poza gminę. A to dopiero jest wyzwanie" - mówi .
Okazuje się też, że rodzina nie dostała pomocy psychologicznej. "Zrobiliśmy wszystko, co jest w naszej mocy. Jednak od początku . Przecież siłą ich nie zmusimy" - tłumaczy się Maliszewska.
>>>Molestował upośledzone, sąd puścił go wolno
Tymczasem w cieniu cierpienia rodziny w Świeciu toczy się proces jej oprawcy. Jest tajny, ale wiadomo, że . "Powiem tylko, że ten <tatuś> to dla mnie " - mówi Lubrant.