Nie. I nie zamierzamy tego robić. Chcemy tylko zapomnieć o tym, co się stało trzy lata temu. Straciliśmy pod gruzami hali troje bliskich: córkę, zięcia i
wnuczka.
My straciliśmy na kompletowanie papierów półtora roku. Zadawano nam tysiące pytań. Mieliśmy wyliczyć straty. Jak to zrobić? Jak wycenić śmierć dzieci i wnuczka? Jak wycenić ogrom
tragedii, która nas dotknęła? Przecież pozostałemu przy życiu drugiemu wnukowi musieliśmy po stracie rodzicow na nowo zorganizować życie i dom. Nie chcemy jeszcze raz przechodzić procedury
sądowej.
Damy sobie radę. Nie chcemy usłyszeć w sądzie tego co jedna z wdów, że jej sytuacja materialna po zawaleniu się hali i śmierci męża się polepszyła i odszkodowanie jej się nie należy.
Sędzia wyliczyła jej dochody po uwzględnieniu renty i wyszło, że w sumie ma o 600 zł więcej niż wtedy, kiedy mąż żył.
Nie. My przeżywamy codziennie to wydarzenie. Spotkamy się z innymi rodzinami - tu na miejscu, w Nowej Wsi. Sąsiedzi stracili pięciu członków rodziny. Ale cieszę się, że choć od tragedii
minęły trzy lata, to przynajmniej dziennikarze nie zapomnieli o rocznicy.
*Urszula i Helmut Sopa mieszkają w Nowej Wsi pod Opolem. Z katastrofy ocalał tylko ich ośmioletni wnuczek Marek. Jego rodzicom i bratu nie udało się pomóc. Zginęli na miejscu.