MATEUSZ WEBER: Kobieta, u której wyniki badań laboratoryjnych wykazały wirusa świńskiej grypy, spędziła wiele godzin na pokładzie samolotu. Tą maszyną leciało prawie 200 osób. Czy któraś z nich mogła się zarazić?
EWA KOPACZ*: Właściwie nie było takiej możliwości. Po pierwsze kiedy kobieta wracała do Polski, nie miała jeszcze objawów. Choroba rozwija się od 7 do 10 dni, a u niej objawy pojawiły się dopiero trzy dni po przylocie. Poza tym w samolocie są klimatyzacja i filtry, a wirus przenosi się drogą kropelkową. Z tego powodu szansa zarażenia była minimalna. Istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że mogły się zarazić osoby siedzące najbliżej niej.

Czy te osoby zostaną szybko zbadane?

Tak. Podobnie jak pozostali pasażerowie zostaną poddani szczegółowej obserwacji.

A co z rodziną chorej? Od powrotu ze Stanów Zjednoczonych była z mężem i dziećmi w ciągłym kontakcie. Czy oni mogą być zarażeni?

Rodzina tej pani jest już w tym samym szpitalu w Mielcu. Z tego co wiem, na razie nie mają objawów choroby. Ale mimo to zostaną w szpitalu na obserwacji.

Jak długo?

Najpóźniej do 9 maja, czyli do momentu gdy będziemy mieli pewność, że nie zarazili się wirusem. Jak mówiłam, nie mają objawów i jeżeli lekarz tak zdecyduje, wyjdą wcześniej i nadzorem epidemiologicznym będą objęci w domu.

Dostaną leki przeciwwirusowe?

Za wcześnie o tym mówić. O tym zdecyduje lekarz, który się nimi opiekuje. Zapewniam jednak, że to dobry szpital i ta kobieta jest pod dobrą opieką. Chora leży w izolatce, a lekarze którzy się nią opiekują, mają maseczki i odzież ochronną. Mogę zapewnić, że w pełni panujemy nad sytuacją.

Nic nie zawiodło? Wszystkie procedury zadziałały?

Zapewniam ponownie, że tak. Odpowiednie procedury zostały przygotowane już dawno. Do wszystkich osób, które miały kontakt z tą kobietą, docieramy właśnie po to, żeby wykluczyć zarażenie. Powtarzam, że pasażerowie samolotu z Nowego Jorku i członkowie jego załogi będą pod obserwacją do 9 maja. Zostali poinformowani, że jeżeli dostrzegą u siebie objawy grypy, czyli np. bóle stawów czy gorączkę, powinni natychmiast zgłosić się do lekarza. Nasze służby sanitarne postępują zgodnie z procedurami przyjętymi przez zespół pandemiczny, a lekarze postępują tak, jak nakazał krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii. Poza tym główny inspektor sanitarny jest w stałym kontakcie ze służbami innych krajów dotkniętych i zagrożonych wirusem. Na bieżąco wymieniamy się informacjami.

Rząd nie miał wątpliwości, że pojawienie się wirusa w naszym kraju to tylko kwestia czasu?


Tak. Wiedzieliśmy o tym od momentu, gdy wirus pojawił się w Europie. Przy obecnych możliwościach komunikacyjnych wirus po prostu musiał dotrzeć także i do nas.