Dziennik Gazeta Prawana logo

Armia ukrywa prawdę o zaginięciu szyfranta?

19 maja 2009, 21:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
zielonka
zielonka/Inne
Trwające od miesiąca poszukiwania szyfranta wywiadu wojskowego chorążego Stefana Zielonki ani o krok nie przybliżyły policji do wyjaśnienia jego zaginięcia. Wbrew temu, co mówili szefowie służb, podoficer miał dostęp do wszystkich tajemnic wywiadu. "Jesteśmy bezradni. Mamy wrażenie, że wojskowy wywiad nie mówi nam wszystkiego" - przyznaje stołeczny policjant.

O tym, że , przekonani są prowadzący dochodzenie policjanci. Szczególnie dziwne jest to, że - jak twierdzą przełożeni chorążego - . "Dysponując telefonem, szybko ustalilibyśmy miejsce pobytu szyfranta. W policji każdy dzielnicowy ma komórkę, trudno więc uwierzyć, by nie miał jej żołnierz służb specjalnych. Choćby po to, aby w razie potrzeby można było go ściągnąć do pracy" - mówi wysoki rangą oficer stołecznej policji.

>>> Znał najtajniejsze szyfry. Zniknął bez śladu

na warszawskim Gocławiu. Od dwóch tygodni jednak nikt nie podnosi słuchawki, nie włącza się nawet automatyczna sekretarka. - twierdzi nasz rozmówca z policji. Funkcjonariusze kontaktują się z nią wyłącznie przez komórkę.

Policjanci nie kryją też zdziwienia, że ani żona, ani przełożeni podoficera nie poinformowali o jego zaginięciu Żandarmerii Wojskowej. Rąbka tajemnicy uchyla nasze źródło w wojskowych służbach specjalnych. "Jestem przekonany, że Policjanci mają prawo zadawać nam pytania, ale nie musimy na nie odpowiadać zgodnie z prawdą. Kłamstwo w zeznaniach złożonych prokuratorowi wojskowemu grozi zarzutami karnymi" - twierdzi nasz rozmówca.

Gdy przed niemal dwoma tygodniami ujawniliśmy, że służby ukrywają w tajemnicy zaginięcie chorążego, rozpętała się burza. Posłowie z komisji ds. służb specjalnych zażądali natychmiastowego spotkania z szefem wywiadu wojskowego.

>>> Policyjna specgrupa poszukuje szyfranta

- zapewniał przewodniczący komisji Stanisław Rakoczy (PSL). Jednak udało nam się ustalić, że chorąży był osobą najwyższego zaufania. Przyznano mu najwyższy certyfikat bezpieczeństwa, dzięki któremu miał dostęp do tajemnic NATO. Ostatnio szkolił młodych szyfrantów, a przez jego biurko przechodziły meldunki od agentów działających poza granicami kraju. W ankiecie bezpieczeństwa przebieg pożycia małżeńskiego jest drobiazgowo analizowany. Przeoczenie problemów rodzinnych to błąd kontrwywiadu" - komentuje nasz rozmówca ze służb.

Co więc się stało z chorążym? Według naszych rozmówców najbardziej prawdopodobne są dwie wersje wydarzeń. Pierwsza zakłada, że . Według drugiej od dawna współpracował z obcym wywiadem i został wywieziony z kraju. "Niedawno wpadli rosyjscy agenci w Warszawie i Brukseli. Mógł się poczuć zagrożony" - spekuluje nasz rozmówca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj