Janet Johnson, 22-letnia Nigeryjka, która w maju trafiła do aresztu Straży Granicznej w stanie zapaści, lada dzień zostanie przesłuchana. "W środę do Warszawy pojechała prokurator prowadząca tę sprawę. Podejmie próbę przeprowadzenia przesłuchania, ale z jakim wynikiem, tego nie można przewidzieć" - powiedziała wczoraj DZIENNIKOWIK prokurator Ewa Piotrowska, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie.
Prokuratura już dwukrotnie próbowała porozmawiać z Johnson, ale jeszcze kilka tygodni temu nie można było się z nią porozumieć. Teraz szanse są większe. "Jej stan bardzo się poprawił, ale kontakt mamy jeszcze utrudniony, dziewczyna ma dość kruchą kondycję psychiczną i wciąż potrzebuje opieki" - mówi Irena Dawid-Olczyk z fundacji La Strada zajmującej się kobietami wykorzystywanymi seksualnie. Jej zdaniem Janet nadal nie ufa do końca swoim opiekunom. "Chyba nie jest z nami do końca szczera, może wynikać to nie tylko z lęku, ale i z różnic kulturowych" - zaznacza.
Udane przesłuchanie będzie przełomowe dla wyjaśnienia losów Janet Johnson i ustalenia, kto jest winien, że 22-letnia dziewczyna zmieniła się w strzęp człowieka, osobę niekontrolującą potrzeb fizjologicznych, całkowicie izolującą się od otoczenia.
Wiadomo, że dziewczyna przyleciała z Nigerii do Polski we wrześniu 2006 roku z oryginalną wizą wystawioną przez polski konsulat w Lagos. Zaproszenie, które posłużyło do wystawienia wizy, zostało jednak wyłudzone przez handlarzy ludźmi od władz klubu piłki ręcznej w Lublinie. Klub był pewien, że zaprasza zawodniczkę na testy sportowe, w rzeczywistości Johnson nigdy do Lublina nie trafiła.
Przez kilka miesięcy po przybyciu Janet mieszkała w Warszawie, potem na wiosnę tego roku znalazła się w areszcie deportacyjnym. W kwietniu trafiła do ośrodka dla uchodźców w podwarszawskim Dębaku, potem znów do aresztu Straży Granicznej. Była wówczas już w stanie agonalnym. Do dziś nie wiadomo, co się z nią dokładnie działo. Z jej zachowania i okazywanego lęku przed mężczyznami wynikało, że najpewniej była wykorzystywana seksualnie.
Od dwóch miesięcy z Janet pracuje psycholog i lekarz. "W tej chwili chcemy przenieść ją do innego ośrodka, by dalej kontynuować terapię" - mówi DZIENNIKOWI Dawid-Olczyk. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy Janet przejdzie dodatkowe testy medyczne potwierdzające ze stuprocentową pewnością, czy jest nosicielką wirusa HIV i czy została nim zarażona w Polsce, czy jeszcze w Afryce. Jeśli Nigeryjka zostałaby w Polsce na stałe, za jej leczenie mogłoby płacić Ministerstwo Zdrowia. To jednak z kolei uzależnione jest od tego, czy Janet zacznie w końcu zeznawać.
Publikacje DZIENNIKA o historii Johnson wywołały też inny skutek. W maju szef MSWiA Janusz Kaczmarek publicznie zapowiedział kontrole w agencjach towarzyskich. "To tam bardzo często trafiają kobiety, które padły ofiarą handlarzy ludźmi" - tłumaczył. Z informacji Komendy Głównej Policji wynika, że rzeczywiście od tego momentu policja zabrała się ostrzej za kontrole agencji towarzyskich będących w rzeczywistości domami publicznymi.
O ile w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku skontrolowano 226 tego typu lokali, to po publikacjach DZIENNIKA tylko w maju i czerwcu - 196, czyli prawie dwa razy więcej. W czasie policyjnych nalotów zatrzymano 164 osoby, w tym 26 obcokrajowców, m.in. nielegalnie przebywających w naszym kraju.
MSWiA nakazało też kontrolę we wszystkich instytucjach, z którymi Janet Johnson miała kontakt – aby sprawdzić, czy nie popełniono tam błedów. W Straży Granicznej ukarano już dwóch funkcjonariuszy. Czym skończyły się kontrole w policji oraz Urzędzie ds. Repatriantów i Cudzoziemców, nie wiadomo. MSWiA mimo wielokrotnie ponawianych próśb nie odpowiedziało na pytania DZIENNIKA.