– Chodzi nie tylko o dokończenie programu profesjonalizacji wojska, lecz także jej modernizację – tłumaczy nam współpracownik ministra.

Reklama

Klich nie krył wczoraj radości, zwłaszcza że z wcześniejszych wypowiedzi szefa resortu finansów szukającego oszczędności można się było spodziewać, że utrzymanie budżetu armii na tym poziomie nie będzie łatwe.

Tymczasem Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowuje się do przeprowadzenia kilku przetargów o strategicznym znaczeniu. Jeszcze do końca tego roku miałby zostać rozstrzygnięty przetarg na 16 samolotów szkolno-bojowych. Miałyby one zastąpić stare TS-11 Iskra, a na cały program potrzebne będzie 1,45 miliarda złotych.

Jeszcze w tym roku ma także zostać przygotowywany przetarg na śmigłowce. 26 maszyn, zarówno szturmowych, jak i transportowych, miałoby trafić do armii – m.in. dla wojsk specjalnych i marynarki wojennej – do 2018 r.



Optymizm Bogdana Klicha studzi jednak Janusz Zemke, były wiceminister obrony w rządzie SLD. – Przetargi oczywiście minister Klich może ogłaszać, ale nie zdarzyło się jeszcze, by któremukolwiek z szefów resortu udało się taki konkurs rozstrzygnąć w czwartym roku urzędowania – uśmiecha się Zemke. – Zwłaszcza że co roku premier Tusk gwarantuje pieniądze dla armii i co roku obcina go o dwa miliardy – dodaje. Pewni swego mogą więc być tylko pracownicy zakładów produkujących transportery opancerzone Rosomak w Siemianowicach Śląskich. Resort będzie je kupował, bo wymaga tego misja w Afganistanie. MON interesuje się także wyprodukowaną w Polsce nową platformą bojową, na której można montować np. lekkie czołgi. Ale do podjęcia decyzji jeszcze daleko.

Chcąc przekonać rząd do utrzymania wydatków na armię, szef MON przekazał im wczoraj raport z realizacji „Programu profesjonalizacji Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2008 – 2010”. Z dokumentu wynika, że reformy zmierzają ku końcowi.

Klich przedstawił wczoraj plan oszczędności. Zdecydował o likwidacji połowy stołówek. Dzięki temu resort ma oszczędzić 247 mln zł.