Sylwester Ruszkiewicz znalazł się na cenzurowanym, gdy wiosną 2011 r. opisał wyjazd do Włoch generała Matejuka. Wraz z trzema innymi, wysokimi rangą oficerami policji pojechali, by nawiązać kontakty służbowe z włoskimi kolegami i podpisać porozumienie o współpracy.
Według informacji dziennikarza pojechali na tydzień, służbowymi samochodami, ale większą część czasu jeździli na nartach. Matejuk twierdził, że dziennikarz mija się z prawdą, i zapowiedział skierowanie pozwu przeciwko niemu i wydawcy.
– - mówi Ruszkiewicz. Efektem tych pytań jest raport departamentu kontroli, skarg i wniosków ministerstwa. Jego autorzy odkryli, że dane dziennikarza były około 70 razy sprawdzane przez policjantów z wrocławskiego Biura Spraw Wewnętrznych, czyli „policji w policji”. Rzekomą podstawą do sięgania do baz danych była odręcznie zapisana karteczka z imieniem i nazwiskiem dziennikarza znajdująca się w aktach jednej ze spraw prowadzonych przez wrocławskie biuro spraw wewnętrznych. Przepytywany przez kontrolerów policjant nie umiał wyjaśnić, skąd się tam wzięła. Tłumaczył, że imię i nazwisko dziennikarza musiał mu przekazać jeden z informatorów.
– – mówi „DGP” jeden z bliskich współpracowników komendanta.
Najprawdopodobniej nie uda się już wyjaśnić, na czyje zlecenie działał policjant z BSW – odszedł na emeryturę. – – komentuje jeden z wysokich rangą funkcjonariuszy KGP.