Mec. Rafał Rogalski, który zasłynął m.in. z hipotezy, że w Smoleńsku rozpylano sztuczną mgłę, dziś bije się w piersi. Czuję się odpowiedzialny za wypowiedzi i wydarzenia, które nabrały znaczenia ideologicznego. Nie było to moim zamiarem - mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej"

Dziś przekonuje, że główną odpowiedzialność za katastrofę ponosi polski system szkolenia pilotów wojskowych i nieegzekwowanie przez nich podstawowych procedur bezpieczeństwa -  nie zbadali np. w jakim stanie było lotnisko.

Istotne znaczenie miało także zachowanie rosyjskich kontrolerów, w tym błędne komendy oraz niedostatki sprzętowe lotniska Siewiernyj - podkreśla.

Nie zmienia to prostego faktu: główni winowajcy zginęli na pokładzie tupolewa. Stawiam na zasadniczą winę po stronie polskiej. To bardzo przykre, ale tak właśnie jest. To, co mówię, nie jest patriotyczne. Ale ktoś to musi zrobić -  dodaje jednym tchem.

Mecenas Rogalski podkreśla przy jednoznacznie, że katastrofa smoleńska była zwyczajnym wypadkiem lotniczym, choć z przedziwnym zbiegiem okoliczności po stronie polskiej i rosyjskiej.

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, bym mógł okłamywać rodziny ofiar. To się nie mieści w moim systemie etycznym. A Macierewicz to robi dla własnego interesu politycznego - mówi także. 

Antoni Macierewicz forsuje tezę, że w Smoleńsku doszło do zamachu.

Drogi mec. Rafała Rogalskiego i Jarosława Kaczyńskiego rozeszły się miesiąc temu.