Dziennik Gazeta Prawana logo

Tylko w tym roku "na wnuczka" wyłudzili blisko 2 miliony złotych

22 kwietnia 2014, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
kajdanki korupcja aresztowanie
Tylko w tym roku "na wnuczka" wyłudzili blisko 2 miliony złotych/Shutterstock
Rośnie liczba oszustw "na wnuczka". Tylko od początku tego roku było ich co najmniej 174, a łącznie wyłudzono w ten sposób ponad 1,8 mln zł, wynika z danych Komendy Głównej Policji, do których dotarł dziennik.pl. Skala oszustw była na tyle duża, że po raz pierwszy w policyjnych statystykach wprowadzono nowy sposób ich opisu - generowana danych po sposobach działania sprawcy.

Wcześniej tego typu przestępstwa były klasyfikowane ogólnie jako oszustwa.

mówi komisarz Iwona Kuc z Komendy Głównej Policji. Z reguły były to kwoty 20-30 tys. zł od jednej osoby. Ale zdarzały się sytuacje, jak ta sprzed kilku tygodni, kiedy 70-letnia kobieta została oszukana na 100 tys. zł.

- przypomina sobie Iwona Kuc.  Przekonuje, że sprawcy tego typu przestępstw postępują zazwyczaj według utartych schematów - kiedy się je zna stosunkowo łatwo można się zorientować, z kim ma się do czynienia.

Od książki telefonicznej do nekrologu 

Po pierwsze oszuści, kiedy dzwonią po pieniądze i podają się za kuzyna, brata, wnuka czy innego krewnego, nigdy nie używają jego imienia, bo go nie znają. Zamiast tego, tak prowadzą rozmowę, żeby osoba po drugiej stronie słuchawki, prędzej czy później sama je podała.

-  opowiadała przed sądem 66-letniam mieszkanka Bydgoszczy, oszukana przez 24-letniego Norberta C. z Warszawy. Podobnie jak sześć innych kobiet, które łącznie straciły blisko 115 tys. zł 

Kiedy okazuje się z kolei, że dana osoba w ogóle nie brzmi znajomo, łgarze stosują inną metodę. , usłyszało starsze małżeństwo z Wiązowny w odpowiedzi na pytanie, dlaczego "córka" ma tak zmieniony głos. 

Przestępcy numer telefonu biorą najczęściej z książki telefonicznej - wybierają imiona, które pasują do osób w podeszłym wieku, np. Kazimierz, Władysław lub np. Krystyna. Rzadko, choć i tak się zdarzyło, wyszukują ofiary w prasie i bazują na… nekrologach.

Podszywając się następnie pod znajomego zmarłego, informują, że rzekomo należy się osobie pogrążonej w żałobie znaczny spadek. Proszą o spotkanie, by mówić szczegóły przekazania pieniędzy, a przy okazji podpytują o "pożyczkę". Tłumaczą, że muszą załatwić jeszcze kilka spraw związanych z wypłaceniem całej kwoty, ale nie mają już gotówki albo np. wyczerpali dzienny limit wypłat z rachunku bankowego. Deklarują przy tym, że pieniądze zwrócą jak najszybciej. Kiedy je dostaną, to znikają równie szybko, jak się pojawili.

Na sprawce wypadku, maklera, policjanta…

Równie łatwo przestępcy wyciągają od starszych osób informacje, ile maksymalnie mogą od nie wyłudzić. Najpierw rzucają zawyżoną kwotą. Wszystko po to, żeby w odpowiedzi móc usłyszeć np. albo . Zazwyczaj pada wówczas . I wtedy natychmiast kwestia wysokości kwoty schodzi na dalszy plan. 

Najważniejsze staje się teraz przekierowanie uwagi na to, dlaczego w ogóle potrzebne są pieniądze. Zasada jest taka, że musi to być argument chwytający za serce. Oszuści pilnie potrzebują więc pieniędzy na leczenie, operację członka rodziny, a nierzadko zabieg ratujący życie - nierzadko podają wówczas kontro bankowe rzekomego doktora.

Równie często oszukują też "na policjanta" lub "na sprawce wypadku", przy czym konfiguracja może być dowolna.

- opowiada 66-letnia mieszkanka Gostynina. 76-letnia kobieta z Torunia: -

Ale przestępcy działają też na: "zwrot długu" - muszą pilnie oddać pieniądze znajomemu, który znalazł się w trudnej sytuacji, "na maklera" - są w biurze maklerskim i muszą pilnie zainwestować na giełdzie, inaczej zbyt dużo stracą, "na zakup nieruchomości" - najczęściej działki lub mieszkania, bo akurat trafiła się okazja. A pieniądze oddadzą za kilka dni, jak tylko skończy się lokata. Ba, ostatnio podszywają się też np. pod policjantów i proszą, by starsza osoba wręczyła pieniądze rzekomemu wnuczkowi, tak by złodzieja można była złapać na gorącym uczynku.

"Babciu, tylko się postaraj"

Zazwyczaj ten trick psychologiczny przynosi zamierzony przez oszustów efekt - starsze osoby, z niepokoju i troski o "wnuka w tarapatach" są gotowe zrobić wszystko. Bywa i tak, że wręcz proszą przestępców o pomyśle załatwienie sprawy. 80-letnie kobieta na jednym z procesów zeznała: -

Widząc taką determinację, oszuści idą nierzadko jeszcze o krok dalej. Mówią co w tym przypadku działa jak pistolet przystawiony do skroni. I tak np. w efekcie 75-letnia kobieta podejmuje z banku wszystkie oszczędności - 25 tys. zł, pieniądze na pomnik oraz emeryturę, co daje łącznie ponad 30 tys. zł. 

opowiada inną historię jeden z policjantów. - dodaje. 

Jedna z przesłuchiwanych osób zapytana wprost, czy gdyby potrzeba było kilkudziesięciu tysięcy euro, to też by je uzbierała, potwierdziła bez wahania. Zamierzała nawet pożyczyć z banku brakującą kwotę, ale jak się okazało, nie miała zdolności kredytowej. tłumaczyła przed sądem. 

"Odbierak" nie mówi po polsku 

Przekonać osobę starszą, że jest się jej rodziną i namówić do pożyczenia pieniędzy to jedno. Drugie to już sam odbiór pieniędzy. albo - taką informację najczęściej dostawali emeryci tuż przed umówionym spotkaniem.

Na miejscu pojawiały się słupy, czyli osoby, które za drobną opłatą obierały pieniądze (w policyjnym żargonie mówi się o nich też "odbieraki"). Nie miało przy tym większego znaczenia, kim ten ktoś był - podejrzeń mieszkańców jednej z miejscowości na Mazowszu początkowo nie wzbudził nawet fakt, że mężczyzna przedstawił się jako Włoch i źle mówił po polsku, a kiedy tylko wziął 14 tys. zł, to natychmiast uciekł. Dopiero potem starsze małżeństwo zadzwoniło na policję. 

Pokrzywdzeni dopytywany przez sędziów, dlaczego swoje pieniądze oddawali bez słowa obcym ludziom tłumaczyli: -

Poza tym, złodzieje zawsze obiecują, że szybko zwrócą pieniądze. Po drugie zastrzegają, że zależy im na dyskrecji - proszą, aby nie mówić o "pożyczce" innym członkom rodziny. Po trzecie coraz częściej, by uwiarygodnić przestępstwo, "odbierak" w domu ofiary podaje jej telefon komórkowy. Po drugiej stronie ”wnuczek” zapewnia, że to zaufana osoba.

Emerytów współpraca z policją 

Do wyjątków należą sytuacje, w których starsze osoby zachowują w podobnych sytuacjach zimną krew. Jeden z policjantów przypomina sobie historię 55-letniej Poznanianki, do której w dniu dziadka zadzwonił telefon.

- opowiada. Tajemniczy rozmówca, przedstawiający się jako Kacper, dzwonił do niej jeszcze kilka razy. I za każdym razem zwracał się do niej "wuju" - kobieta miała tak zachrypnięte gardło, że oszust był przekonany, że rozmawia z mężczyzną.

Emerytka poinstruowana przez policjantów z wydziału kryminalnego umówiła się z nim ostatecznie na przekazanie pieniędzy - miał dostać 12 tys. zł. Oszust przekonany, że więcej nie zdoła wyłudzić, zgodził się na taką kwotę i osobiście przyszedł po pieniądze. Nie spodziewał się jednak, że cała okolica została obstawiona przez ukrytych funkcjonariuszy. Mężczyzna został zatrzymany na gorącym uczynku.

Za oszustwo lub jego usiłowanie grozi mu teraz nawet 8 lat pozbawienia wolności, jak wynika z kodeksu karnego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj