Dziennik Gazeta Prawana logo

Płot Chestertona a #MeToo. Media społecznościowe dały kobietom możliwość opowiedzenia o krzywdach

3 grudnia 2017, 12:37
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kobieta przegląda Facebook w laptopie
Kobieta przegląda Facebook w laptopie/Shutterstock
Akcja #MeToo to fantastyczny buldożer, który powoli, acz nieubłaganie, rozjeżdża hałdy społecznej hipokryzji, odsłaniając nam kolejne trudne fakty – a najważniejszy z nich to ten, że przemoc seksualna w zachodnich demokracjach to nie stan wyjątkowy, lecz kulturowa norma.

Dopiero media społecznościowe dały kobietom to, czego policja, sądy i ich bliscy często dać nie mogli bądź nie chcieli: możliwość opowiedzenia o swoich krzywdach i wiarę w ich opowieść. Na naszych oczach wiele rzeczy się zmienia. Na poziomie osobistym kobiety powoli zdają sobie sprawę, że ich olbrzymi dyskomfort w wielu sytuacjach społecznych i relacjach prywatnych nie jest majaczeniem histeryczki, a mężczyźni rewidują historię swoich związków, nagle rozumiejąc, że mogli mniej lub bardziej nieświadomie wykorzystywać społeczne przyzwolenie na uprzedmiotowienie kobiet i kogoś poważnie zranić. Na poziomie systemowym zmniejsza się tolerancja dla przekraczania granic w miejscu pracy, na uczelniach, na imprezach; przestępstwa seksualne traktuje się nieco poważniej. A co najważniejsze, coraz więcej winowajców zostaje publicznie wskazanych przez ich ofiary i publicznie potępionych.

To dobrze. Ale być może czas opuścić buldożer. Może trzeba go wyłączyć, wyleźć na owe hałdy w walonkach, zakasać rękawy i chwycić za narzędzia nieco mniej efektowne, ale bardziej precyzyjne (łopaty, koparki). Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że zaraz przestaniemy wywierać pozytywny społeczny wpływ, a zamiast tego się efektownie samozaoramy.

Zacznijmy od tego, że żadne przekonania nie wiszą w próżni. Przyjmując na łono swego umysłu jakąkolwiek tezę, przyjmujemy ją – czy tego chcemy, czy nie – z całym inwentarzem założeń i argumentów, które do niej prowadzą, a także wszystkim, co z niej wynika. Może ktoś i chciałby uważać, że marchew jest zdrowa, jednocześnie twierdząc, że beta karoten jest cichym zabójcą, ale takiemu panu już dziękujemy. A poparcie dla #MeToo, a w szczególności dla publicznego wywoływania sprawców (za Francuzkami, które zamiast "Ja też" miały hashtag "Wydaj swoją świnię") ciągnie za sobą cały tabor takich założeń.

Są to tezy dotyczące kultury (patriarchat istnieje, gwałt i końskie zaloty leżą na jednym kontinuum nawyków kulturowych, które uprzedmiatawiają kobiety i ignorują ich autonomię itp). Ale są też tezy quasi-prawne i to nimi chciałabym się zająć. Żeby z czystym sumieniem akceptować wszelkie przejawy #MeToo, trzeba być na przykład przekonanym, że kobiety powinny mieć możliwość publicznego formułowania ciężkich oskarżeń bez obaw o proces o zniesławienie czy społeczny lincz. Jak inaczej można namawiać kobiety do wyznań? A po drugie, trzeba mieć specyficzny stosunek do prawdziwości takich wyznań – jeśli bowiem popieramy publiczne "wydawanie świń", musimy mieć zaufanie do wydających. Dlatego też szeroko pojęte środowiska lewicowe domagają się, by ofiarom wierzyć w zasadzie bezkrytycznie. Wezwanie do zaufania słychać wszędzie: Alicja Długołęcka na przykład w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" na pytanie, co zrobić, gdy jakaś osoba mówi o molestowaniu, odpowiada: "Uwierzyć jej. To jest podstawa". Renata Kim we wczorajszym poranku TOK FM powtarza, że pomóc ofierze to jej uwierzyć. Lena Dunham, amerykańska feministka i autorka kultowego serialu "Dziewczyny", twierdzi: "Dopóki nie wierzą nam wszystkim, to nie wierzą żadnej z nas". Na Twitterze jednym z najpopularniejszych hashtagów jest dziś #BelieveAllWomen.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj