- - wyjaśnia Michał Modlinger w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
- - mówi 28-latek.
Dalej utrzymuje, że "demonstranci wołali o pomoc". - - kontynuuje.
Na pytanie o nagranie wideo zarejestrowane przez TVP Info, na którym widać, jak Modlinger skanduje "ZOMO" i macha rękami w kierunku policjantów, sprawca całego zamieszania wyjawia, że "łatwo to ocenić negatywnie, nie znając kontekstu". - - wyjaśnia.
- - twierdzi Modlinger.
- - opowiada.
Przyznaje też, że żałuje, że jego "energia była skierowana na konkretnych policjantów", ale samego udziału w manifestacji antypolicyjnej się nie wstydzi. - - mówi.
Na koniec wyjaśnia też, że rodzina nie ma do niego żalu. - - podsumowuje.
Wiadomo, kim jest mężczyzna, który zaatakował policjantów przed Pałacem Prezydenckim
Prokuratura przedstawiła Modlingerowi zarzuty w miniony wtorek, 7 lipca. Dotyczyły one naruszenia podczas manifestacji przed Pałacem Prezydenckim nietykalności cielesnej dwóch policjantów, stosowanie wobec nich przemocy i znieważenia podczas służby. Ma też dwa razy w tygodniu stawiać się na komisariacie.
Wtedy też policja ustaliła personalia mężczyzny. Portal wPolityce.pl doniósł, że Michał M. to operator filmowy, który ostatnio pracował m.in. przy serialu "Wojenne dziewczyny", zrealizowanym przez prywatnego producenta i pokazywanym w TVP. Mężczyzna jest synem Jerzego Bernarda Modlingera, szkoleniowca Akademii Telewizyjnej TVP, niegdyś działacza Solidarności i dziennikarza "Tygodnika Solidarność".
Jak ustaliła PAP, mężczyzna został przesłuchany we wtorek rano w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ.
- – poinformowała PAP prok. Izabela Dołgań-Szymańska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie i dodała, że pokrzywdzonych w tej sprawie jest dwóch policjantów.
Michał M. miał m.in. popychać i odpychać tych funkcjonariuszy. Podejrzany został objęty dozorem, dwa razy w tygodniu musi meldować się na komisariacie.
Zarzuty wobec Michała M. są konsekwencją nagrania, które opublikowała TVP Info, a później także KSP na swojej stronie internetowej. Widać na nim młodego mężczyznę, który krzyczy do funkcjonariuszy "ZOMO! ZOMO!", a następnie popycha lub nawet uderza jednego z nich, policja rozpoczęła poszukiwania. Wiele osób wskazywało, że agresywny mężczyzna to najprawdopodobniej Viacheslav S., obywatel Ukrainy. Te informacje się jednak nie potwierdziły. Ukrainiec zeznał, że w ogóle nie brał udziału w zgromadzeniu.
Manifestacja odbyła się 26 lipca przed Pałacem Prezydenckim. Protestowali tam przeciwnicy zmian w sądownictwie. Krytykowali podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze.
Po formalnym zakończeniu zgromadzenia część manifestantów została przed Pałacem. W stronę funkcjonariuszy miały polecieć puste butelki, policjanci mieli być kopani, gryzieni, miano kierować w ich kierunku wulgarne hasła. Grupa osób próbowała przerwać policyjny kordon. Jedna z uczestniczek weszła na betonowe podwyższenie tuż obok policji z flagą "NAPAD", z megafonów wokół rozlegał się dźwięk syren. Grupa skandowała niecenzuralne słowa pod adresem prezydenta. Vis a vis kościoła przy Pałacu Prezydenckim doszło do użycia gazu łzawiącego. - – relacjonował PAP jeden z uczestników.
Rzecznik KSP wyjaśniał, że funkcjonariusze użyli gazu w reakcji na to, że "wcześniej wobec nich ktoś użył gazu". Podano, że dwóch policjantów doznało obrażeń. Postawę funkcjonariuszy jako profesjonalną ocenił m.in. Szef MSWiA Joachim Brudziński.