Dziennik Gazeta Prawana logo

"Synowa Gierka zabrała mi oczy"

5 listopada 2007, 23:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gabriela Plichta z Gdyni straciła wzrok. To dla niej podwójny koszmar. Kobieta przez całą dobę musi opiekować się chorą na porażenie mózgowe córką Iwoną. Kiedy była jeszcze szansa na uratowanie jej wzroku, gdynianka szukała ratunku u światowej sławy okulistki Ariadny Gierek-Łapińskiej. Ta jednak - jak pisze "Fakt" - odmówiła jej przeprowadzenia operacji.

Postępująca cukrzyca powoli wyniszcza ciało pani Gabrysi. To przez tę chorobę kobieta zaczęła tracić wzrok. Ale jeszcze kilka miesięcy temu, dzięki operacji, można było uratować jej oczy. Niestety, kiedy pełna nadziei pojechała na drugi koniec Polski do Kliniki Okulistyki Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach, usłyszała: zabieg nie ma sensu, bo jest już za późno - pisze "Fakt".

Według tabloidu, takie słowa pani Gabriela usłyszała od Ariadny Gierek-Łapińskiej (na zdjęciu po lewej), ówczesnej szefowej kliniki, którą zwolniono ze stanowiska po tym, gdy przyłapano ją w pracy na pijaństwie. Synowa byłego pierwszego sekretarza PZPR Edwarda Gierka cieszyła się sławą wybitnej okulistki. Jej klinikę uważano za jedną z najlepszych w Polsce. To właśnie dlatego gdyńscy lekarze skierowali panią Gabrielę do akademii w Katowicach. Zamiast upragnionej pomocy kobieta przeżyła tam upokorzenie - pisze "Fakt".

"Najpierw przekładali moją operację z jednego terminu na drugi. Wtedy jeszcze miałam szansę widzieć zupełnie normalnie. Kiedy wreszcie znalazł się dla mnie termin, to pani Gierek powiedziała, że operacja jest już bez sensu" - mówi pani Gabriela.

Kobieta nie poddała się. Wiedziała, że musi walczyć o swoje zdrowie. Nawet nie dla siebie, ale dla córki Iwony. Dziewczyna cierpi na porażenie mózgowe. Żyje jak roślinka. Od urodzenia nie chodzi, nie mówi, nawet nie siedzi. Wymaga całodobowej opieki swojej mamy. Pani Gabrysia poświęciła się córce bez reszty: karmiła, kąpała, opowiadało o świecie, podawała lekarstwa.

"Znalazłam lekarzy w Łodzi, którzy powiedzieli, że jeszcze jest szansa na uratowanie moich oczu" - mówi Gabriela Plichta. "To jest prywatna klinika, a mój zabieg ma kosztować 5,5 tys. zł. Ja nawet nie marzę o takich pieniądzach, ale miałam nadzieję, że operacja zostanie sfinansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia" - dodaje.

Niestety, wówczas pani Gabrysia otrzymała od losu kolejny cios. NFZ odmówił sfinansowania operacji, tłumacząc, że tegoroczny limit na tego typu zabiegi został już wyczerpany. "Nie wiem, co teraz robić. Nie potrafię dobrze opiekować się Iwonką. Sama ledwo daję sobie radę" - płacze kobieta. "Czy naprawdę nikt nie może nam pomóc..." - pyta w rozmowie z "Faktem".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj