Obecnie obowiązujące prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 498 ze zm.) służy wyważeniu interesów wierzycieli i dłużników. Jednym z jego kluczowych przepisów jest art. 21. Obliguje on osobę zarządzającą biznesem do złożenia wniosku do sądu o ogłoszenie upadłości w ciągu 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do jej ogłoszenia. Jeśli menedżer obowiązku nie wypełni, może odpowiadać prywatnym majątkiem za szkody wywołane odwleczoną w czasie upadłością firmy.
Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwo Aktywów Państwowych przygotowały projekt nowelizacji, który ma się znaleźć w kolejnej specustawie, nad którą pracuje rząd.
Wydłużenie terminu
Nowo dodany przepis będzie stanowić, że termin na zgłoszenie upadłości przez dłużnika, który popadł w stan niewypłacalności z powodu obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, wyniesie trzy miesiące od dnia odwołania stanu epidemii.
wyjaśnia prof. Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.
Wskazuje, że części firm to na pewno nie uratuje. Ale będzie wiele takich, które np. już po miesiącu albo dwóch od ustania epidemii zaczną zarabiać i spłacać swoje zobowiązania.
wskazuje Warchoł.
Nadzwyczajne czasy
Profesor Mirosław Pawełczyk z Uniwersytetu Śląskiego, partner zarządzający w Kancelarii Pawełczyk Radcowie Prawni i Adwokaci oraz przewodniczący zespołu konsultacyjnego Komisji ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego w Ministerstwie Aktywów Państwowych, wskazuje, że obecne przepisy prawa upadłościowego są skrojone pod normalne czasy. Tymczasem teraz – nie ma wątpliwości – mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową.
wskazuje Pawełczyk.
Dodaje, że to klasyczny konflikt wartości. Z jednej strony bowiem mamy uzasadnioną ochronę interesów wierzycieli. A z drugiej – potrzebę ochrony szerszych interesów bezpieczeństwa gospodarczego kraju i obywateli prowadzących biznes lub zarządzających nim.
argumentuje prof. Pawełczyk.
Ochrona wierzycieli
Bezpieczników dla wierzycieli ma być kilka. Po pierwsze, nowe przepisy obejmą tylko dłużników, których kłopoty powstały w związku z epidemią. Gdy ktoś zalegał z płatnościami już wiele miesięcy temu i zalega nadal, nie skorzysta z wydłużonego terminu. W ustawie ma się znaleźć domniemanie, że jeżeli stan niewypłacalności zaistniał w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, powstał on z powodu obowiązywania tego stanu. Wierzyciel będzie musiał to obalić.
argumentuje Marcin Warchoł.
Po drugie, na co zwraca uwagę prof. Mirosław Pawełczyk, wierzyciele nie zostaną pozbawieni instrumentów prawa restrukturyzacyjnego, które zabezpieczają ich interesy w relacjach wierzyciel – dłużnik. W wielu przypadkach możliwe nadal będzie prowadzenie egzekucji przeciwko nierzetelnemu kontrahentowi.
Po trzecie wreszcie, projektodawcy chcą, aby sprawy restrukturyzacyjne zostały zaliczone do kategorii spraw pilnych (jak np. aresztowe). Chodzi o to, by sąd na bieżąco sprawował nadzór nad sytuacją dłużników – tak by uniknąć niekontrolowanej niewypłacalności, gdy już o uratowaniu biznesu nie będzie mogło być mowy, a jedynie zwiększać się będą długi.
Autorzy projektu wskazują, że szykowane rozwiązania są podobne do tych, które wprowadziły już niektóre państwa europejskie.
wymienia Mirosław Pawełczyk. Uzupełnia, że nie może dochodzić do sytuacji, w której polscy przedsiębiorcy będą w gorszej sytuacji niż ich zagraniczni odpowiednicy.
Dłuższe wakacje
Profesor Robert Gwiazdowski, adwokat i członek Rady Nadzorczej ZUS, uważa, że koncepcja wydłużenia terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości przez dłużnika lub osoby prowadzące jego interesy jest słuszna. Źle dobrano jednak termin.
wskazuje prawnik.
Jego zdaniem wydłużenie terminu nie wpłynęłoby negatywnie na prawa wierzycieli. Między innymi dlatego, że aby ten coś odzyskał po upadłości dłużnika, trzeba spieniężyć majątek. A chętnych na zakup za rozsądną cenę może w popandemicznym czasie brakować. Gdyby zaś uznać, że sześciomiesięczny termin umożliwiłby wyprowadzenie majątku poza spółkę, to – zdaniem Gwiazdowskiego – równie dobrze można to uczynić w ciągu kwartału.
wskazuje prof. Gwiazdowski. Podaje przykład podmiotów wynajmujących powierzchnię w galeriach handlowych, które ustawowo nie będą mogły pobierać opłat od najemców. A zaciągnięte kredyty powinny nadal spłacać.
Projekt nowelizacji ma poparcie MS i MAP. Jest właśnie konsultowany z resortem rozwoju i Prokuratorią Generalną RP.