Polak, który kończy w Szkocji doktorat na University of Highlands and Islands, w konkursie pokonał 534 bardziej doświadczonych naukowców z 38 krajów świata. Jury przekonał swoim "społecznym" podejściem do przedsiębiorczości. W czerwcu pojedzie na coroczną konferencję w Babson College, gdzie odbierze nagrodę w wysokości 2,5 tys. dol. i wygłosi odczyt swojej pracy naukowej.
Artur Steinerowski: Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Podczas corocznej konferencji w Massachusetts swoje wyniki badań prezentuje ponad 300 naukowców z całego świata. Byłem zdumiony, kiedy moi
szkoccy nauczyciele potwierdzili, że to moja praca wzbudziła największe zainteresowanie kapituły. To tym bardziej niezwykłe, że nagrodzono pracę, która nie jest oparta na badaniach
ilościowych, ale jakościowych. Wiem jednak, że to nagroda nie tylko dla mnie, ale też dla moich promotorów - profesor Jane Farmer z Uniwersytetu Highlands and Islands w Inverness oraz profesor
Sarah Jack z University of Lancaster. Wszyscy bardzo wspierali moje badanie "rozwoju przedsiębiorstw społecznych".
Sprzeczność istnieje, ale tylko na pierwszy rzut oka. Przedsiębiorstwa społeczne, tak jak i komercyjne, działają dla zysku, czyli, jak to określamy, generują profit. Od normalnych firm
różnią się jednak tym, że całość lub większą część swojego zysku przeznaczają na cele społeczne. Czyli wspierają wybrane społeczności lokalne - pomagają samotnym matkom, bezdomnym,
wspierają cele ekologiczne albo działają na rzecz walki z bezrobociem. Cele mogą być różne. Idea jest ta sama.
Właśnie nie. Główną różnicą jest to, jak te firmy są finansowane. Wolontariaty z reguły działają w oparciu o pomoc władz lokalnych, rządu albo innych sponsorów. Są uzależnione od
dobrej woli innych instytucji. A przedsiębiorstwa społeczne są samowystarczalne. Wytwarzają tyle zysku, żeby móc utrzymać siebie i zasilić cel, dla którego działają. Dla przykładu: jedna
z firm społecznych, które badałem w Szkocji, to instytucja pomagająca bezdomnym - oferująca im schronienie, szkolenia zawodowe czy pomoc medyczną. A jej aktywność biznesowa polega na tym, że
ma osobno działającą restaurację, kafejkę i szkołę jazdy. To te miejsca są podstawą zysku firmy. A im więcej tego zysku, tym większej liczbie osób można pomóc. Ta samowystarczalność i
efektywność przedsiębiorstw społecznych jest szczególnie cenna właśnie w czasach kryzysu, kiedy rządy krajów szukają oszczędności w budżetach.
Sprawdzam, co blokuje rozwój takich przedsiębiorstw, a co je stymuluje, na przykładzie kilkunastu firm z regionu północnej Szkocji. Moje badanie umożliwi innym naukowcom zbudowanie schematu
poprawnego funkcjonowania przedsiębiorstw społecznych i w przyszłości być może stworzenia całego sektora opartego na tej działalności.
Uważam, że takich przedsiębiorców należy jednak traktować jak biznesmenów, czyli osoby które działają rynkowo i potrafią tworzyć coś z niczego. Ale jednocześnie mogą i chcą
realizować bardzo zaszczytne cele społeczne. Co ciekawe, większość przedsiębiorców społecznych, z którymi rozmawiałem, wcale nie uważa się za społeczników!
Po raz pierwszy przyjechałem do Szkocji prawie siedem lat temu, na wymianę studencką. Polska jeszcze wtedy nie była członkiem Unii Europejskiej, więc nie było mnie stać na kontynuację
studiów. Wróciłem tu już po 2004 r. w ramach stypendium Erasmusa, ale udało mi się też skończyć zarządzanie i marketing na uczelni w Opolu. Czasem zastanawiam się, co dalej. W kraju mam
rodzinę i przyjaciół, a to są więzi bezcenne. Nie wykluczam więc powrotu do Polski, ale chyba nie w najbliższej przyszłości. Teraz muszę skończyć doktorat, a dopiero później zastanowię
się, co dalej. Mogę jedynie zdradzić, że niedawno dostałem kilka ciekawych propozycji ze świetnych uczelni w Anglii i Szkocji. Będę je musiał rozważyć.