"Test zderzeniowy dla euro"
Polska tylko pozornie jest obserwatorem kłopotów Grecji czy Hiszpanii. Musi nam zależeć na stabilności strefy euro. Sami chcemy się w niej znaleźć. A kryzys projektu wspólnej waluty będzie bolesnym ciosem dla Unii - pisze Paweł Świeboda, ekspert ds. europejskich.
- Legendarny inwestor: To koniec euro
- "Czekać na lepsze czasy"
- Amerykanie pomogli Grecji oszukać Unię
- Tusk: Polska nie musi ratować Grecji
- Merkel: Niemcy czekają trudne czasy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Strach zajrzał Europie w oczy. Hermann van Rompuy miał dobry instynkt zwołując na czwartek specjalny szczyt UE, chociaż na początku chodziło mu o coś zupełnie innego.
Miała to być spokojna dyskusja nad strategią gospodarczą na następne dziesięć lat, „UE 2020“. Po turbulencjach finansowych, które ogarnęły całe południe Europy, nie ma jednak wątpliwości, że nadszedł czas próby, w trakcie której przekonamy się, jak solidne są polityczne podstawy Unii. Rynki dają jednoznaczny sygnał, że czekają na odpowiedź ze strony europejskich przywódców, co zamierzają zrobić z rosnącą górką zadłużenia i deficytu budżetowego. W ostatnich dniach inwestorzy wystawili największą jak dotąd sumę 8 miliardów euro spekulując przeciwko wspólnej walucie. Reakcje rynków można uważać za przesadne, ale jest czerwona linia finansowej wypłacalności, której nie można przekroczyć. Dlatego greccy, ale także hiszpańscy i portugalscy politycy dwoją się i troją, aby przekonać międzynarodową finansjerę, że poradzą sobie z sytuacją i podejmą niezbędną kurację odchudzającą, nawet jeżeli mieliby za to zapłacić odejściem w polityczny niebyt.
Robi się gorąco
Wspólna waluta euro stanęła przed najpoważniejszym testem od momentu swojego powstania. Skalę niezbędnej interwencji finansowej dla uratowania krajów południa bankierzy oceniają na setki miliardów euro. Argument jest taki, że lina ratunkowa musi być wystarczająco silna, aby wszystkich wybawić z opresji jednocześnie. Musi stworzyć wiarygodną przestrzeń dla wewnętrznej stabilizacji i stawić odpór finansowym spukulacjom. Węgierski pakiet ratunkowy był wart 19 procent PKB, łotewski - 32 procent. Jeżeli tą samą miarę przyjąć dla krajów europejskiego południa, w grę zaczynają wchodzić ogromne pieniądze. Robi się więc gorąco.
Problem w tym, że tworząc wspólną walutę wprowadzono traktatowy zakaz ratowania państw w kłopotach finansowych. Miał to być mechanizm dyscyplinujący. Jak widać mechanizm nie zadziałał, bo Grecja nie wykorzystała lat gospodarczej prosperity i czteroprocentowego wzrostu, aby okiełznać deficyt budżetowy i dług publiczny, dzisiaj najwyższy w UE.
Niedokończony projekt
Z kolei, jak pisał niedawno Paul Krugman, w przypadku Hiszpanii nie chodzi nawet o fiskalną nieodpowiedzialność, bo w przededniu kryzysu Hiszpania miała nadwyżkę budżetową i niski dług publiczny.
Czytaj dalej >>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!