Po tym jak Piskorski został prezydentem Warszawy, szybko stał się bohaterem domniemań i plotek. Część powtarzała prasa. Gdy okazało się, że kupił w nowym apartamentowcu na Bartyckiej dwa mieszkania na wynajem, przypomniano, że budynek planowano i budowano za jego prezydentury. "Gazeta Stołeczna" dopatrzyła się w tym konfliktu interesów. Ale naruszenia prawa nie było.

Po roku 2002 - gdy w Warszawie rządziła już PiS-owska ekipa Lecha Kaczyńskiego, zgłosiła ona do prokuratury kilkadziesiąt zawiadomień o domniemanych przestępstwach poprzedników - ustawionych przetargach, zawyżonych kosztach inwestycji. Żadne nie doprowadziło do wyroku sądowego. Wcześniej utrapieniem Piskorskiego była radna prawicy, obecnie platformerska minister Julia Pitera. To ona przyglądala się podejrzliwie decyzjom jego zarządu, nie kryjąc obaw przed mediami. Do dziś upiera się, że nawet jeśli nie było przestępstw, były naruszenia norm etycznych. W roku 2001 podczas kampanii do parlamentu architekt Czesław Bielecki powiedział, że Piskorski "kieruje w Warszawie mafią". I on proces przegrał. Ale wielu przytakiwało zarzutom.

Jutro w DZIENNIKU sylwetka byłego polityka PO i prezydenta Warszawy pióra Piotra Zaremby