Pytanie w sprawie referendum o przyjęciu euro powinno brzmieć po prostu: czy chcesz, żeby Polska weszła do strefy euro. A jeśli tak, to kiedy? Rozpoczynanie tej dyskusji w momencie, gdy jest wielki kryzys, a ludzie się boją, jest nie na miejscu. Przytaczanie argumentów, że wszystko podrożało tam, gdzie wprowadzono euro, nie jest prawdą. Rzeczywiście różne rzeczy podrożały w krajach, gdzie jest euro, ale gdyby w Europie obowiązywał jen czy peso meksykańskie, to też by to wszystko podrożało. To dwa równolegle toczące się procesy, które nie mają z sobą nic wspólnego. Czym innym jest inflacja, czym innym zwyżka cen różnych towarów, czym innym sytuacja na różnych rynkach, a czym innym jest wprowadzenie euro. Wprowadzenie wspólnej waluty nigdzie w żadnym kraju nie spowodowało zwyżki cen. To jest udokumentowane.

Teraz odbywa się kampania opowiadania ludziom, co ich złego czeka, gdy zostanie wprowadzone euro. Straszy się ludzi, a potem zadaje im się pytanie: czy chcesz? Tak jakbym powiedział jakiejś pani: jestem potworem, jeśli pani się ze mną spotka w ciemnej ulicy, to najprawdopodobniej panią pobiję i zgwałcę. A następne moje pytanie będzie brzmiało: czy umówi się pani ze mną o godzinie 21.30 na ulicy Grochowskiej na warszawskiej Pradze? Wiadomo, jaka padnie odpowiedź. Taka pani będzie nie będzie chciała się ze mną umówić. Chociaż, gdybym takiej pani przedstawił się inaczej, mogłaby mieć ochotę. To jest zagrywka tego rodzaju. Moim zdaniem kompletnie bez sensu. To zbyt poważne rzeczy. Polska nie może pozostawać na obrzeżach świata. Nie mielibyśmy żadnych szans w tej chwili, nie będąc członkiem NATO, nie będąc członkiem Unii Europejskiej. Bylibyśmy w sytuacji Gruzji. Polska nie może długo przebywać poza strefą euro, dlatego że może to sprowadzić na nas gigantyczną katastrofę!