Wszystko zaczęło się od reportażu poświęconego uchodźcom, wyemitowanego 8 września w niemieckiej telewizji ZDF. Wypowiadał się tam także Martin Schulz, który krytykował niechętną wobec przyjmowania uchodźców postawę krajów wschodnioeuropejskich. Powiedział m.in.: Potrzebujemy ducha wspólnotowości w Europie i jeśli będzie to konieczne, będzie to teraz narzucone siłą. Właśnie stwierdzenie "narzucenie siłą" wzbudziło największe kontrowersje.

Jako pierwszy zareagował Jan Olbrycht, który w imieniu posłów PO i PSL napisał list do Schulza, w którym poinformował go, iż te słowa w Polsce wywołały duże zaniepokojenie. - Jako członkowie PE oczekujemy od Pana wyjaśnienia intencji swoich słów, a zwłaszcza użycia siły. Wspólnota europejska potrzebuje współpracy, wzajemnego zrozumienia i zaufania, a nie siły - napisał Jan Olbrycht.

Dzień później na wniosek byłej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi wypowiedzią Schulza zajęła się frakcja EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), do której należy PiS. Delegacja trzeciej największej siły w europarlamencie, w skład której wchodzą też posłowie niemieccy, jednogłośnie potępiła słowa Schulza. Szef frakcji, brytyjski poseł Syed Kamall, wystosował do Schulza list.

- Zastosowanie przez pana słowa „macht” w wielu językach jest tłumaczone jako siła. Jeżeli nie miał pan na celu siły w znaczeniu fizycznym, zostało to przez wielu odebrane jako mowa zastraszająca - pisze Kamall. - Nikt nie kwestionuje współczucia dla uchodźców - tu chodzi przede wszystkim o możliwość udźwignięcia rozwiązania narzuconego z zewnątrz. W tym kontekście pańskie komentarze nie były pomocne - ocenił Kamall.

- Oczekuje się, że przewodniczący PE będzie potrafił radzić sobie w takich sytuacjach umiejętnie i z taktem. Dlatego bardzo proszę o wyjaśnienie pańskich komentarzy, szczególnie w odniesieniu do zastosowania słowa macht jak i innych sformułowań, które mogą sugerować użycie siły - zaapelował przewodniczący EKR.

A podczas otwarcia sesji plenarnej Kazimierz Michał Ujazdowski wezwał Martina Schulza do przeprosin za niefortunną wypowiedź. - To były słowa, które nie powinny paść - wyrażające brak szacunku wobec państw członkowskich i metodę antydemokratyczną w osiąganiu decyzji politycznych - przekonywał.

- Martin Schulz przekracza swoje uprawnienia i narusza równowagę instytucji europejskich - komentuje z kolei Anna Fotyga i dodaje, że jej zdanie podzielają także konserwatywni posłowie z innych krajów.

Na tym nie koniec, bo prawdopodobnie w polskim Sejmie zostanie przez klub PiS zaproponowana uchwała w tej sprawie, w której posłowie postulowaliby podanie się Schulza do dymisji.

Martin Schulz jest znany z mocnego języka i niedyplomatycznych wypowiedzi. Głośna była jego kłótnia sprzed lat z ówczesnym włoskim premierem, Silvio Berlusconim przy okazji przedstawiania przez Berlusconiego programu włoskiej prezydencji. Schulz, wówczas szef frakcji socjalistycznej, nazwał Berlusconiego troglodytą i mafiosem. - Mój przyjaciel kręci film o Auschwitz, zaproponuje pana do roli kapo – odparował Berlusconi.

Jako szef Europarlamentu (jest nim po raz drugi, po raz pierwszy był w latach 2012-2014, tę funkcję sprawuje się przez 2,5 roku) Schulz znacznie jednak stonował swoje wypowiedzi i starał się unikać bardzo mocnych słów. Aż do teraz.

Czy przyjąłbyś pod swój dach uchodźców z Syrii lub krajów Afryki Północnej?