Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Dziesięć zimowych zagrożeń Polaków

2010-01-16 | Ostatnia aktualizacja: 21:19 | Komentarze: 0 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Opóźnione pociągi

Co można robić w pociągu, któremu przejazd niecałych trzystu kilometrów zajął blisko 8 godzin, a w tym czasie temperatura w wagonach spadła do około 10 stopni? – Najpierw się człowiek denerwuje, potem śmieje, że ma na trasie Warszawa – Kraków atrakcję w postaci kolei transsyberyjskiej, a na koniec to już tylko zębami szczęka i na GPS-ie obserwuje, czy daleko jeszcze do końca – opowiada Jarosław Nyk, prezes firmy PR Vision, któremu w ostatni poniedziałek przytrafiła się podróż zawodowa do Krakowa. – W przejściach między wagonami zwały śniegu, w warsie tłumy zmarzniętych i głodnych pasażerów. Kiedy w barze po 5 godzinach jazdy skończyło się już jedzenie, przypomniała mi się zima stulecia z lat 80. – opowiada Nyk. „Siedzę sobie w pociągu Intercity relacji Warszawa – Kraków, który stoi od dwóch godzin gdzieś w szczerym polu, jakieś 50 km od Krakowa, i czeka na DRUGĄ spalinową lokomotywę, żeby nas przeciągnąć po przerwanej trakcji. Tak, tak, DRUGĄ, bo pierwsza co prawda przyjechała, ale jak rzekł konduktor, koła jej się urwały” – na Facebooku relacjonuje Małgorzata, koleżanka z pracy Nyka, z którą wybrał się w podróż. – Dopiero trzecia lokomotywa nas wyciągnęła, bo tej drugiej paliwa zabrakło. W efekcie zamiast przed godziną 18 do Krakowa dotarliśmy po 22, z pięciogodzinnym opóźnieniem.

Drogi nie do przejechania

Bokserzy z Poznańskiego Klubu Bokserskiego na walkę z drużyną Motor Babelsberg Poczdam szykowali się od kilku tygodni. 12 zawodników nie mogło się doczekać spotkania. Wszystko było już ustalone, zarezerwowano nawet poznańską Arenę. Niestety, imprezę zatrzymał śnieg. – Niemiecki zespół pięściarzy zdołał przejechać 112 km w drodze do Poznania. I na tym się skończyło. Drogę zablokowała cysterna i przejazdu nie było. Po czterech godzinach stania w pięciokilometrowym korku Niemcy zadzwonili, że nie dojadą – opowiada prezes poznańskiego klubu Zdzisław Nowak. Kiedy okazało się, że w sobotę wieczorem mecz się nie odbędzie, zapadła decyzja o przesunięciu go na niedzielę, ale zima tak ograniczyła dojazdy, że nawet tego terminu nie udało im się dotrzymać. – Tak się cieszyłem na te walki – martwi się Nowak.

Odwołane loty

– Anglicy naprawdę nie wiedzą, co to zima. Spadło trochę śniegu, zrobiło się -5 stopni i nie można było Wysp przez cztery dni opuścić – żartuje 31-letnia Małgorzata Biegalska. – Dziś się z tego śmieję, ale jak staliśmy już piątą godzinę na lotnisku, nie było nam do śmiechu – dodaje. Małgorzata z mężem i córeczką do Anglii poleciała na sylwestra. – Wracać mieliśmy 5 stycznia. Wtedy jednak zawiało, zasypało i wszystkie loty odwołano. Blisko tysiąc pasażerów zostało pozostawionych samym sobie. Mieliśmy szczęście, bo mogliśmy spędzić kilka dni u znajomych. Ale na lotnisku było polskie małżeństwo, któremu zostało siedem funtów w kieszeni – opowiada. Z lotniska w Liverpoolu nie można się było wydostać, bo autobusy przez śnieg przestały pod nie podjeżdżać. – Następnego dnia w sklepach brakowało nie tylko pieczywa, ale w ogóle jedzenia – opowiada kobieta. Biegalscy wrócili do kraju 9 stycznia. Do nowych biletów musieli dopłacić ponad 350 złotych.

Ani wody, ani chleba

Takich kolejek za chlebem, jakie stały we wtorek, mieszkańcy Wolbromia niedaleko Krakowa nie pamiętają od lat 80. Każdy chciał się zaopatrzyć na kolejne dni, dlatego zamiast dwóch bochenków ludzie brali po cztery. W miasteczku i okolicach przez trzy dni prąd raz był, raz go nie było, wody za to ani tej ciepłej, ani zimnej nie było w ogóle. – Kilka otwartych sklepów oświetlanych było zniczami – opowiada Andrzej Bachór, właściciel sklepu Andriu. – Ja miałem lepiej, bo sprzedaję nie tylko spożywkę, ale także latarki i baterie. Kasę fiskalną podłączyłem do samochodowego akumulatora, odpaliłem kilka latarek i ruszyłem do dzieła. To było najlepsze, co mogłem zrobić. We wtorek sprzedałem aż 2,5 tysiąca baterii! Brali, jak leci, bo jakoś musieli się w domach ratować przed zimą.

Sylwia Czubkowska
Źródło: dziennik.pl
« poprzednia123

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «