Polaków w Afganistanie mają być prawie dwa tysiące. Będą nie tylko pilnowali porządku. Ich zadaniem będzie także walka z talibami. Już niedługo Polacy wezmą odpowiedzialność za prowincję Ghazni. To jeden z najbardziej niebezpiecznych regionów kraju, dlatego Polacy nieraz znajdą się w ogniu walki. I niejeden z polskich żołnierzy zginie w obronie Afgańczyków.

Tymczasem nie widać końca wojny. A przecież od amerykańskiej inwazji minęło już siedem lat. "Wojna w Afganistanie przedłuży się prawdopodobnie jeszcze o co najmniej 10 lat" - powiedział w środę dowódca sił powietrznych Australii generał Angus Houston. Australijczycy mają ogromne problemy z talibami. Prowincja, w której stacjonują, jest praktycznie cała w rękach rebeliantów.

Nie da się jej uspokoić bez większej liczby żołnierzy - alarmują Australijczycy. Sami nie chcą ich wysłać. Twierdzą, że ich kontyngent jest wystarczająco duży - liczy tysiąc żołnierzy. W dodatku odpowiedzialność za Afganistan wzięło na siebie NATO. A Australia członkiem NATO nie jest.

Australijski minister obrony Joel Fitzgibbon ocenił, że potrzeba co najmniej 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy, żeby sprostać rebeliantom. Teraz międzynarodowe siły w Afganistanie liczą ponad 50 tysięcy żołnierzy i personelu pomocniczego. Według Australijczyków, to zdecydowanie za mało, żeby wygrać wojnę.