"Z dokumentów wynika jednoznacznie, że w 1992 roku ówczesny zarząd wywiadu UOP podejmował próby zatrudnienia Jarosława Ziętary" - powiedział we wtorek PAP współprowadzący śledztwo prok. Piotr Kosmaty.

Dokumenty są poddawane szczegółowej analizie. Wykonywane są także inne czynności w śledztwie.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym "Gazety Poznańskiej" (wcześniej także "Wprost", "Gazety Wyborczej"). Pisał o aferach gospodarczych. W 1992 r. zaginął w drodze do pracy. W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że został uprowadzony i zamordowany. Rok później śledztwo umorzono, bo nie udało się odnaleźć ciała. W połowie czerwca tego roku śledztwo zostało podjęte na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużone; decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa.

W toku poprzedniego śledztwa MSW informowało w 1994 roku, iż "Jarosław Ziętara nie pozostawał w zainteresowaniu UOP i nie figuruje w ewidencji jak i materiałach archiwalnych UOP".

Pytany przez PAP, jakie znaczenie dla śledztwa ma to, iż służby tak długo zaprzeczały faktom, o których mówią dokumenty, Kosmaty odmówił odpowiedzi. Poinformował jedynie, iż Agencja Wywiadu zdjęła z tych dokumentów klauzulę niejawności, dzięki temu może on o tym poinformować.

Prokuratura kontynuuje ponadto przesłuchania świadków, szczególnie dziennikarzy - członków Komitetu Społecznego "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary", którzy prowadzili dziennikarskie śledztwo w sprawie zaginięcia kolegi.

Rozpoczęła także przesłuchania żyjących członków rodziny Ziętary i w dalszym ciągu oczekuje na uzupełnienie dokumentacji z poznańskiej policji, która zajmowała się poszukiwaniami.

W toku krakowskiego śledztwa prokuratura przeprowadziła także badania odcisków palców, które zostały zabezpieczone we wrześniu 1992 roku w mieszkaniu Ziętary, ale dotąd nie były badane. Przeprowadza także badania biologiczne śladów zabezpieczonych w toku śledztwa metodami, które nie były znane w 1992 roku. Badania te prokuratura określa jako istotny dowód, ale odmawia podania bliższych informacji, zasłaniając się dobrem postępowania.

Podobnie bez wyjaśnień podaje informacje, że analizuje obszerną dokumentację osób, które "przewijają się" w śledztwie - pod kątem ew. udziału tych osób w zaginięciu dziennikarza.

Zwróciła się także do Instytutu Pamięci Narodowej o informację, czy w prowadzonych przez pion śledczy IPN postępowaniach badane były metody stosowane przez b. funkcjonariuszy SB przy uprowadzaniu i pozbawianiu wolności osób. "Wiedza na temat takich metod może okazać się pomocna do weryfikacji jednej z wersji przyjętych w toku śledztwa, tj. uprowadzenia" - powiedział Kosmaty.


Jak informował poprzednio, wersje założone po analizie 43 tomów akt śledztwa, z których 33 są tajne, dotyczą: samobójstwa, wyjazdu za granicę, uprowadzenia i zabójstwa. Podobne wątki były badane w toku poprzedniego śledztwa, obecnie są weryfikowane od początku.

W toku śledztwa krakowska prokuratura przeprowadziła w lipcu eksperyment procesowy w Poznaniu. Polegał on na odtworzeniu wszystkich istotnych zdarzeń z udziałem Ziętary, które miały miejsce od godz. 13.30 w dniu 31 sierpnia 1992 roku do godz. 8.40 następnego dnia, kiedy wyruszył do redakcji i był po raz ostatni widziany. Wizję lokalną przeprowadzono z udziałem byłej narzeczonej Ziętary, która spędziła z nim ostatnie 19 godzin. Jak informował wówczas Kosmaty, przeprowadzony eksperyment procesowy dostarczył istotnego materiału dowodowego. Kolejną czynnością było przesłuchiwanie świadków pod kątem weryfikacji wytypowanych na podstawie analizy akt wątków śledztwa.

W lipcu w związku z odnalezieniem dokumentów, potwierdzających zainteresowanie UOP Jarosławem Ziętarą przed jego uprowadzeniem, brat dziennikarza oraz jego pełnomocnik skierowali zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o możliwości popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy publicznych. O złożeniu zawiadomienia poinformował w lipcu PAP Krzysztof M. Kaźmierczak, przedstawiciel Komitetu Społecznego "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary".