Urzędnicy szaleli za nasze pieniądze
Jak się szkolić, to na całego! Urzędnicy kontrolujący żywność do swoich obowiązków podeszli poważnie. Przez całą noc, za pieniądze podatników, sprawdzali jakość piwa, wina i sałatek. Na suto zastawionych stołach nie zabrakło niczego. A huczne testowanie trwało do późnych godzin nocnych - oburza się "Fakt".
- Kampania Szyszki w lesie
- Urzędnicy prezydenta uczą się, jak jeść bezę
- Egzotyczne wycieczki na koszt podatników
- Tak piją posłowie za rozwój Karpat
- Działacze PZPN imprezowali w luksusowym hotelu
- Minister jeździ na zakupy służbową limuzyną
- NFZ patronuje niewiarygodnym szkoleniom
- Wszyscy zapłacimy za wiec partii Kaczyńskiego
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Urzędnicy z Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych tak się zmęczyli tym testowaniem, że w piątek nie odbierali telefonów. Pewnie odsypiali pracowitą noc - ironizuje "Fakt".
Na brak zajęć w czwartkowy wieczór urzędnicy z pewnością nie narzekali. Zorganizowali sobie szkolenie w eleganckim ośrodku pod Serockiem nad Narwią. Oczywiście za pieniądze podatników.
Jak pisze "Fakt", zaczęło się od spokojnej kolacji. Na trawienie - czerwone wino, które chyba pozytywnie przeszło testy, bo urzędnicy ochoczo napełniali kolejne kieliszki.
Kiedy żołądki urzędników były już pełne, przyszedł czas na relaks. Przecież nadmiar kalorii trzeba spalić. I to nie na jakimś nudnym spacerze, a w tańcu. DJ puścił skoczne kawałki. "Hej, makarena!" - krzyczeli radośnie urzędnicy.
"Czarne oczy, takie czarne oczy" - nuciły uśmiechnięte panie. A panowie co chwila dolewali im wina - ujawnia "Fakt". Atmosfera się wyraźnie rozluźniła. Przyszedł też czas na testowanie wyrobów przemysłu chmielowego. Polskie piwo wyraźnie zasmakowało panom.
A gdy alkohol leje się strumieniami, nawet jeśli to poważne szkolenie, to nie może zabraknąć śpiewów. Na szkoleniowym rzutniku pojawiły się teksty piosenek. Imprezowicze chwycili mikrofony i karaoke ruszyło pełną parą.
Przebojem szkolenia był klasyk polskiej biesiady, czyli "Kolorowe jarmarki”. Jak jeden mąż kilkadziesiąt gardeł zaśpiewało: "Kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, pierzastych koguuuuuuuuucików!” - relacjonuje "Fakt".
W tak wesołej atmosferze urzędnicy poświęcili noc na testowanie "produktów rolno-spożywczych”. A robili to tym chętniej, że sami nie wydali na to ani grosza. Za całonocne "testy” zapłacilli pogrążeni w błogim śnie obywatele - oburza się "Fakt".

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!