Nowy inwestor dla stoczni jest poważny
Dobrze, że Donald Tusk spotkał się z premierem Kataru. Ale zawiódł się, jeśli liczył, że pozna plan Katarczyków. Myślę, że polski premier nawet na kilka godzin przed terminem transakcji, nie wiedział, jak się to skończy - mówi DZIENNIKOWI Leonard Hillary Manickam z katarskiej gazety "Gulf Times".
- Katarczycy przylecą rozmawiać o stoczniach
- SLD: Grad i Tusk zawalili sprawę stoczni
- Prezydent upomni się o dokumenty od Tuska
- Katarczycy milczą, jak zaklęci
- Klęska rządu. Nie udało się sprzedać stoczni
- Stoczni nie uratują nawet Katarczycy?
- Katarski fundusz jednak zapłaci za stocznie
- Stocznie kupią Katarczycy.. ale inni
- Stocznie kupi nowy inwestor. Z Kataru
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jędrzej Bielecki: Jak robi się interesy w Katarze? Można coś obiecać, a potem nie odbierać telefonu?
Leonard Hillary Manickam*: Wiem, do czego pan nawiązuje. Katarski bank QInvest, nie podając żadnych powodów, odmówił zapłacenia w terminie za stocznie w Gdyni i Szczecinie. Właściwie
mnie to nie dziwi. W Katarze biznesy prowadzi się w bardzo wąskim gronie inwestorów podczas zamkniętych spotkań w luksusowych hotelach czy pałacach. Dopóki nie zapadną konkretne decyzje, nikt
o niczym nie wie. Nawet gdy chodzi o wielkie transakcje. O przejęciu strategicznego pakietu akcji Porsche przez Qatar Investment Authority dowiedzieliśmy się z Frankfurtu, od Niemców. A gdy do
transakcji w ogóle nie dochodzi, jak stało się w przypadku polskich stoczni, po prostu nikt się z tego publicznie nie tłumaczy.
Dlaczego?
Katar to bardzo specyficzny kraj. Jego obywatele stanowią mniej niż 1/3 mieszkańców. Reszta to robotnicy przybyli głównie z Azji Południowej na czasowe kontrakty. Można powiedzieć, że nie
ma biednych Katarczyków. Dochód narodowy na głowę wynosi 100 tysięcy dolarów. Do 300 tysięcy rodowitych mieszkańców naszego państwa należą złoża naturalne, w tym głównie gaz, wielkie
centra finansowe, filie uniwersytetów amerykańskich. Ludzie ci mieszkają za murami pałaców, spotykają się we własnym gronie, nie lubią rozgłosu i z niczego nie muszą się tłumaczyć,
chyba że emirowi. Wszyscy są ze sobą blisko związani, często rodzinnymi więzami. To przekłada się także na sposób robienia biznesu. W Zatoce Perskiej jest on zupełnie inny niż w reszcie
świata. Przepadło 8 milionów euro wadium? Trudno.
A może w dobie kryzysu, gdy Katar jest jednym z nielicznych krajów, który wciąż ma duży kapitał, liczba ofert jest tak duża, że QInvest może pozwolić sobie na takie zachowanie, bo i
tak bez trudu znajdzie zupełnie inne możliwości inwestowania?
Czasy sprzyjają robieniu dobrych interesów przez tych, którzy mają duże pieniądze. A Katar do nich z pewnością należy. Mogą powiedzieć jedno: tylko w ostatnich tygodniach nasz emir, szejk
Hamad bin Khalifa Al-Thani, w trakcie kilku podróży - od Francji po Turcję - zawarł kluczowe umowy biznesowe.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!