Wydał pan książkę „Wyparte - odrzucone - odroczone. Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy”. Od zakończenia wojny minęło prawie 80 lat - po co się wciąż tym zajmować?
Reklama
Ponieważ reparacje nie ulegają przedawnieniu, nie mają ostatecznego terminu płatności, a tylko w ten sposób można zakończyć ten temat. Jeśli rząd niemiecki nie wypłaci reparacji Polsce, która w sposób straszliwy została zniszczona podczas II WŚ, to nie będzie między nami trwałego porozumienia.
To, co pan mówi, nie jest w Niemczech zbyt popularne.
Nie jest. W Niemczech w ostatnich dziesięcioleciach niemieckie zbrodnie okupacyjne w Europie Wschodniej i szczególnie w Polsce nigdy do końca nie zostały przyjęte do świadomości. Dopiero teraz w debacie historyków pojawia się stwierdzenie: musimy przyznać, że naziści prowadzili pierwszą w historii wojnę na wyniszczenie, eksterminacyjną. Ale to jest zdanie niewielkiej grupy historyków, a do opinii publicznej takie myślenie się jeszcze nie przebiło. W Niemczech są też silne antypolskie resentymenty. Naszym obowiązkiem jest ich zwalczanie i pokazanie, że polskie roszczenia do wypłaty naprawdę znacznego odszkodowania są uzasadnione.
Skąd te resentymenty?
To kwestia znana od dziesięcioleci, wywodzi się z okresu powojennego, ale też z ukrywanego poczucia winy Niemców w stosunku do Polaków. Niemcy dokonywali w Polsce straszliwych przestępstw i wstydzą się tego przyznać. Zaobserwowałem to w ostatnich latach: gdy walczę o kompleksowe rozwiązanie problemu reparacji, to słyszę, że w przypadku Grecji jakaś rozmowa jest możliwa, ale z Polską nie będziemy na ten temat prowadzić żadnych rozmów.