Poradzę sobie bez trudu, współczuję kolegom, którzy mają mniej znane nazwiska a większe kredyty; tych z nich, którzy zostają w firmie rozumiem i nie mam do nich pretensji - pisze Ziemkiewicz.

Publicysta przypomina, w jaki sposób Grzegorz Hajdarowicz stał się właścicielem Presspubliki, w więc wydawcy "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze".

Spółka Mecom, większościowy właściciel, wielokrotnie występowała z propozycją odkupienia od skarbu państwa pozostających w ręku ministra 49 proc. udziałów. Rząd PO zablokował tę transakcję, zawartą w ostatnich tygodniach rządów PiS. A następnie konsekwentnie odmawiał sprzedaży mniejszościowego pakietu brytyjskiej firmie. Wykorzystywał też ów mniejszościowy pakiet do blokowania wszelkich poczynań Mecomu, paraliżowania rozwoju spółki, prowadził nieustanną obstrukcję, naciskając na różne sposoby na zastąpienie redaktora naczelnego kimś wskazanym przez władzę. Te fakty, zasadnicze do zrozumienia, co stało się z "Rzeczpospolitą" i "Uważam Rze" są pomijane w licznych ostatnio artykułach na temat p. Grzegorza Hajdarowicza (np. w tygodniku "Polityka"), gdzie sugeruje się, że wszedł on w posiadanie spólki "Presspublika" bo nie bylł innych chętnych. Jest to kłamstwo. Ostatecznie zniechęcony Mecom zwinął interesy w Polsce, sprzedając swój pakiet wspomnianemu p. Hajdarowiczowi - czytamy na profilu publicysty.

Wedle wiedzy ujawnionych przez prasę, p. Hajdarowicz zapłacił Anglikom pieniędzmi z kredytu od p. Czarneckiego, swego czasu zdemaskowanego przez "Rzeczpospolitą" jako były konfident SB. Natomiast udziały od Skarbu Państwa otrzymał na kredyt, którego udzieliło mu będące formalnym właścicielem owych udziałów - i zarazem wyłączną własnością Skarbu Państwa - przedsiębiorstwo PW Rzeczpospolita. Jak podał tygodnik "Wprost" w chwili obecnej p. Hajdarowicz "dopina" z Ministrem Skarbu transakcję, na mocy której kupić ma PW Rzeszpospolita, któremu winien jest 60 milionów złotych, za 20 milionów. Informacja ta nie została zdementowana, jakkolwiek przedstawiciele rządu usiłowali osłabić jej wymowę zapewnieniami, że "zobowiązania finansowe zostaną wyegzekwowane" (ale w takiej sytuacji jak i na rzecz kogo?). Fakt, że rząd odrzucił ofertę poważnego i wypłacalnego zachodniego koncernu, a przekazał de facto nieodpłatnie "presspublikę" przyjacielowi przyjaciela premiera, który wszystkie dotychczas przejęte tytuły doprowadził do katastrofy, od pierwszej chwili budził komentarze, iż p. Hajdarowiczowi przekazano ostatnią opozycyjną gazetę - wraz z utworzonym w ostatniej chwili przed transakcją, z nieoczekiwanym sukcesem, tygodnikiem "Uważam Rze" - po to, aby je zniszczył, podobnie jak zrobił to z "Przekrojem" i "Sukcesem" - pisze dalej Ziemkiewicz.

Jego zdaniem, ludzie zatrudnieni przez nowego właściciela do kierowania sprawami "Rzeczpospolitej" doprowadzili ten tytuł do upadku. Według Ziemkiewicza wydawca zniszczył także tygodnik "Uważam Rze" zwalniając jego kierownictwo. Publicysta pisze, że tygodnik był jedynym elementem "medialnego imperium", który Grzegorzowi Hajdarowiczowi przynosił zyski.

Dlatego Ziemkiewicz nie jest w stanie zrozumieć postępowania Hajdarowicza w kategoriach biznesowych.

Jeżeli ktoś zarzyna kurę znoszącą mu złoite jajka, to może to czynić tylko dlatego, że ma za to obiecaną stosowną, zwracającą mu stratę z naddatkiem, gratyfikację. Jaką - nie wiem, ale każdy się domyśla, od kogo. Polską rządzą dziś bezwzględni gangsterzy, którzy nie cofną sie przed żadną podłością. Nie ulega to dla mnie wątpliwości od dawna. Sądzę, że liczba obywateli, którzy, ogłupieni rządową propagandą i socjotechniką zastraszania wciąz nie przyjmują tego do wiadomości, będzie maleć. Współczuję dziennikarzom, którzy wzięli i nadal biorą na swe sumienia propagandową służbę tej szajce. Ja na pewno nigdy do nich należeć nie będę - kończy swój wpis Ziemkiewicz.