"Jestem tu niepotrzebny. Dziennikarz TVP"- koszulki z takim hasłem nosili dziś związkowcy z TVP. To komentarz do planów spółki, która chce od października przenieść do firmy zewnętrznej 550 pracowników twórczych - dziennikarzy, grafików, montażystów i charakteryzatorek.

Pracownicy nie kryją oburzenia. Ich zdaniem plany zarządu to cios w najważniejsza grupę twórców i niezależność dziennikarską. Zarządowi TVP zarzucono działanie na szkodę firmy i podejmowanie decyzji, które dają olbrzymie pole do finansowych nadużyć.

Planowana restrukturyzacja rodzi wiele pytań. Wybrana w przetargu firma będzie musiała przez rok zapewnić przejętym pracownikom warunki zatrudnienia takie same jak w telewizji. Ale już co stanie się po tym gwarantowanym roku – nie wiadomo. Podobnie, jak nie wiadomo, kto i na jakich zasadach wybierze firmę, jak w praktyce będzie wyglądało zniesienie zakazu konkurencji, jakie będą kompetencje redaktorów-koordynartorów, którzy pozostaną na etacie i czy do przetargu będzie mogła stanąć spółka pracownicza.

O swoich wątpliwościach związkowcy mówili na konferencji w siedzibie SDP. Spotkanie miało się odbyć w gmachu TVP, ale związkowcy nie dostali na nie zgody. Na spotkaniu nie pojawili się ani dyrektor kadr ani prezes telewizji Juliusz Braun. A to pod ich adresem padło najwięcej oskarżeń.

Związkowcy zarzucili prezesowi, że nie miał odwagi stanąć przed własną załogą. A szefowej zarządzania zasobami ludzkimi Ewie Ger publicznie wypomnieli prowadzenie własnej firmy. Zanim Ger objęła na początku roku stanowisko w TVP wcześniej pracowała jako dyrektor departamentu współpracy zagranicznej w ministerstwie kultury, prowadziła też własną działalność. Jej firma ma na koncie współpracę z telewizją. - Ile pieniędzy dostała za doradzanie TVP, kiedy już zajmowała swoje stanowisko? - pytała szefowa Wizji.

Wiele kontrowersji wzbudziła też informacja o zaproszeniu do rozmów o przejęciu pracowników spółki firmy Work Service należącej do byłego senatora PO Tomasza Misiaka. Polityk był antybohaterem afery związanej z likwidacją stoczni. Zdobył kontrakt na obsługę zwalnianych stoczniowców, po tym jak sam pracował nad ustawą o likwidacji stoczni. Teraz jego firma była jedną z trzech zaproszonych do rozmów na temat restrukturyzacji w TVP. - Czy nas dziennikarzy ma oceniać właściciel wózków widłowych? - pytali oburzeni dziennikarze.

Związkowcy zapowiedzieli dwugodzinny strajk. Do Wizji prawdopodobnie dołączy 6 innych organizacji z TVP. Czy strajk będzie widać na ekranie? - Forma i czas strajku powinien zostać dla pracodawcy zaskoczeniem - powiedział wiceszef związku Jacek Dybowski.

Wypchnięcie czterech grup zawodowych poza spółkę pozwoli zaoszczędzić do 15 mln. zł. Ale ten pułap udałoby się osiągnąć przy założeniu, że dwie trzecie pracowników przejdzie na własną działalność. W taki scenariusz wątpi rzecznik Wizji, Mariusz Jeliński. Wylicza, że oszczędności będą mniejsze m.in. dlatego, że TVP planuje płacić zewnętrznej firmie 280 zł miesięcznie "marży" od każdego pracownika.

Obecnie etaty w telewizji publicznej ma 3480 osób. W tym roku planowano zwolnić 259 z nich.