Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziennikarki zarzucają TVP kłamstwo. Maciej Stanecki: Pamiętam, jak zwalniano z TVN24 Ziemca...

18 marca 2016, 06:36
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Siedziba TVP przy ul Woronicza 17
Siedziba TVP przy ul Woronicza 17/Wikimedia Commons
Zwolnione dziennikarki zarzucają kłamstwo władzom TVP, mówią o ręcznym sterowaniu informacjami przez prezesa Jacka Kurskiego i ujawniają kulisy afery, jaka wstrząsnęła zespołem TVP Info. "Zakładam, że po prostu albo doszło do kumulacji emocji, albo ten tryb pracy czy zmiana swojej pozycji w zespole im nie odpowiadały" - mówi zaś dziennik.pl wiceprezes TVP Maciej Stanecki.

- mówi nam Stanecki. Dodaje też, że obowiązki realizowania zadań antenowych są egzekwowane tak w TVP, jak i w kanałach konkurencji.

- mówi Stanecki.

Z relacji Mariusza Pilisa, szefa Telewizyjnej Agencji informacyjnej, któremu podlega TVP Info, wynika, że wydawczynie odmówiły tematycznego zróżnicowania programu. W wywiadzie dla portalu wpolityce.pl, Pilis oskarżał je wręcz, że chciały wymusić relacjonowanie manifestacji KOD-u „od rana do nocy”. 

Z opowieści zwolnionych w tym tygodniu dziennikarek, wynika coś zupełnie innego.

Dym z KOD-em w TVP

- piszą w oświadczeniu Izabela Leśkiewicz, Magdalena Siemiątkowską i Małgorzata Serafin.

Na sobotnim porannym kolegium miały usłyszeć od szefa newsroomu, że tym razem nie będzie transmisji na żywo z przemówień w czasie marszu KOD-u. Wydano również polecenie, aby nie pokazywać na żywo momentu, kiedy marsz rusza sprzed Trybunału Konstytucyjnego. - czytamy w oświadczeniu dziennikarek.

W tym czasie TVP Info miała transmitować konferencję Episkopatu Polski na temat Światowych Dni Młodzieży, która także odbywała się w tym dniu o 12.00. Dopiero po konferencji kanał miał poinformować widzów o marszu, ale jedynie w relacji reportera, który jest na miejscu.

Wydawcy zaproponowali, aby odwrócić kolejność i najpierw pokazać na żywo fragment manifestacji, a następnie retransmitować konferencję Episkopatu Polski. Ale od dyrektora TAI usłyszeli nie. Co więcej, wśród materiałów zleconych do realizacji padł poruszany w tym czasie przez polityków PiS temat o tym, jak za rządów Platformy Obywatelskiej w czasie manifestacji strzelano do ludzi z broni gładkolufowej oraz materiał, o tym jak „KOD-owcy hejtują zwykłych ludzi”.

- czytamy w oświadczeniu.

Wzięły torebki i wyszły

Wydawczynie sprzeciwiły się też odwołaniu za ich plecami gościa, który miał komentować na żywo w studiu marsz KODu.

Według wcześniejszych ustaleń mieli to być Rafał Ziemkiewicz i Jerzy Domański. Ale naczelny "Przeglądu" miał być - decyzją szefa newsroomu - odwołany. Kierownictwo stwierdziło, że jeden gość wystarczy, gdyż druga strona czyli KOD, obroni się sama. Wydawczynie uznały, że to złamanie zasady pokazywania zdania dwóch stron i ostatecznie opuściły redakcję.

Z tego powodu kierownictwo oskarżyło je o to, że stworzyły zagrożenie dla ciągłości anteny TVP Info.

W związku z odmową wykonania powierzonych zadań programowych, odmową zaproponowania alternatywnych pomysłów programowych i porzuceniem miejsca pracy, co bezpośrednio zagroziło ciągłości emisji TVP INFO, dyrektor TAI Mariusz Pilis zdecydował o natychmiastowym zakończeniu współpracy z wydawczyniami" – napisało TVP w oświadczeniu.

Leśkiewicz i Siemiątkowska w tym przypadku również zarzucają byłym zwierzchnikom kłamstwo. Twierdzą, że ciągłość anteny nie była zagrożona, bo na dyżurze nadal pozostawali wydawcy pasma porannego. Dziennikarki dodają też, że zaproponowały szefostwu alternatywne rozwiązania. Chciały, by serwis zaczynał się od pokazania na żywo od startu marszu KODu wraz z przemówieniami organizatorów, a następnie puszczono retransmisję konferencji Episkopatu na temat Światowych Dni Młodzieży.

Nie chciały jednak realizować materiału z opisem strzelania do demonstrantów na poprzednich marszach na zlecenie władz, bo ich zdaniem nie miało to uzasadnienia w kontekście marszu KODu. Materiał na ten temat zrobiły jednak „Wiadomości”. Dzień później ich emisji w TVP Info odmówiła Małgorzata Serafin twierdząc, że jest on jednostronny i nierzetelny. Za co, razem z Siemiątkowską i Leśkiewicz, została zwolniona.

Publiczne połajanki

Zanim komunikat o zwolnieniach trafił do mediów w TVP odbyło się kolegium, na którym Mariusz Pilis publicznie poinformował dziennikarki o zarzutach. - powiedział na spotkaniu z zespołem.

- słyszymy od jednego z dziennikarzy.

Na „apel” Pilisa zareagowało troje pracowników - Agata Całkowska, Łukasz Kowalski oraz Patryk Zalasiński, którzy rozstali się z anteną w geście solidarności z wydawczyniami (są również podpisani pod oświadczeniem).

słyszymy od jednego z pracowników kanału. Ale kierownictwo telewizji ze zmian na wizji jest zadowolone.

Leniwi dziennikarze?

- mówi nam Stanecki.

- pytamy.

-- odpowiada Stanecki.

- pytamy dalej.

-mówi Stanecki i bagatelizuje zarzuty

.

Zwolnione dziennikarki nie zadecydowały jeszcze czy będą pozywać TVP do sądu pracy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj