"Kanclerz Friedrich Merz zbudował stabilną relację z prezydentem USA, to pomoże Niemcom" – pisze w środę "Sueddeutsche Zeitung".
"Zadziwiający sukces" kanclerza Niemiec
"Merz nie został wyrzucony z Gabinetu Owalnego, nie został zwymyślany, nie odmówiono mu podania ręki, co spotkało wcześniej (byłą kanclerkę Niemiec) Angelę Merkel. Kanclerzowi udało się zbudować całkiem stabilną relację z Donaldem Trumpem" – konstatuje gazeta.
To "zadziwiający sukces" w kontaktach z prezydentem, który jest „zakochany w sobie i humorzasty, lubi obrażać sojuszników i uważa własną moralność za najważniejsze kryterium”. Podczas trzeciej wizyty Merza w Białym Domu obaj politycy, w tym Trump właściwie bardziej niż Merz, demonstrowali dobre relacje – ocenia "SZ".
Jak pisze, nie należy bagatelizować działań Trumpa przeciwko Europie, ale wobec licznych kryzysów i wojen kontakt Merza z Trumpem jest "pomocny zarówno dla Niemiec, jak i całej Europy”. Pomaga w zabiegach o zakończenie wojny w Ukrainie, w sporze o cła, a także w powstrzymaniu Trumpa przed zakusami na Grenlandię.
Kanclerz Niemiec "służalczy" wobec Trumpa?
"SZ" zastrzega, że dobre relacje łączące Merza z Trumpem mogą "w każdej chwili zostać zerwane", tak jak w przypadku relacji Trumpa z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem. Merz nie sprzeciwił się krytyce Trumpa pod adresem Starmera, nie zareagował też na wybuch gniewu Trumpa z powodu postawy Hiszpanii (rząd w Madrycie postanowił nie użyczać USA swoich baz do prowadzenia operacji przeciw Iranowi – PAP) – czytamy w "SZ".
Czy fakt, że Merz nie pospieszył na pomoc innym krajom Europy, jest oznaką słabości, może wręcz służalczości? – pyta komentator gazety. "Można tak to widzieć. Merz wie jednak, czym kończy się sprzeciw (wobec Trumpa – PAP) przy włączonych kamerach. Kanclerz woli przedstawiać swoje argumenty raczej w bezpośredniej rozmowie" – tłumaczy.
Merz nie raz pokazał, że krytycznie ocenia politykę Trumpa, m.in. w przemówieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. "Powiedział wtedy, że między Europą o USA powstała przepaść, głęboki rów. Ten rów pozostanie, niezależnie od tego, ile razy Merz pojedzie do Waszyngtonu. Warto jednak budować nad tym rowem stabilny most" – czytamy w konkluzji komentarza w "SZ".
Także zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Merz "znalazł sposób na obchodzenie się z Trumpem", a polega on m.in. na milczeniu.
"Gdy rozmawia się z Trumpem, trzeba wiedzieć, kiedy należy milczeć, ale także kiedy nie można milczeć. Friedrich Merz to wie" – czytamy w komentarzu. W ciągu 35-minutowego spotkania obu polityków z prasą Merz mówi przez niecałe pięć minut. W rozmowach bez kamer i dziennikarzy stosunek ten był bardziej wyrównany – ocenił "FAZ".
Kanclerz Niemiec "bezzębnym wojownikiem"
"Die Welt" określił Merza mianem "bezzębnego wojownika". Merzowi nie podoba się postępowanie Trumpa wobec Iranu, ale jego wizyta w Waszyngtonie jest dowodem na "nową europejską bezsilność w polityce międzynarodowej" – pisze dziennik.
Merz złożył wizytę prezydentowi USA, który swoją polityką "zagraża delikatnej roślince niemieckiego wzrostu gospodarczego nie tylko poprzez politykę celną, lecz także geopolitykę". Wystąpił jako kanclerz, który "stara się o zachowanie dialogu z prezydentem USA, ale coraz bardziej się od niego oddala". Problem Merza polega na tym, że w ważnych sprawach, od Iranu po Ukrainę, "ma Trumpowi niewiele do zaoferowania" – ocenia "Die Welt".
Niezrozumiałe "wypięcie się" kanclerza Niemiec na kraje Europy
„Trumpowi udało się publicznie podzielić państwa Europy” – pisze komentator, zwracając uwagę, że Merz nie zareagował na krytykę wobec Hiszpanii, a nawet zgodził się z argumentami Trumpa o niewystarczającym wkładzie Hiszpanii w budżet NATO.
Podobnego zdania jest stołeczny "Der Tagesspiegel", który ocenia, że reakcja Merza na "wściekłą krytykę" Trumpa wobec Hiszpanii i Wielkiej Brytanii była niezrozumiała.
Trump zarzucił Hiszpanii niewystarczające wsparcie w wojnie przeciwko Iranowi oraz zbyt niskie wydatki na wojsko. Merz potwierdził ten drugi punkt i pod względem merytorycznym miał rację. Chodzi jednak nie tylko o to, co kanclerz mówi, ale też gdzie i w czyjej obecności – podkreśla dziennik.
"Nacjonalista Trump pogardza Unią Europejską i próbuje ją podzielić, starając się o podpisywanie dwustronnych umów (z państwami UE – PAP). Nie odnosi w tej polityce sukcesów. Tym bardziej naganna była reakcja Merza w Gabinecie Owalnym" – czytamy w "Tagesspieglu".
"Kamienna twarz" i "dobra mina do złej gry" kanclerza Niemiec
"Tageszeitung" pisze z kolei, że podczas wizyty w Białym Domu Merz "nie chciał podpaść Trumpowi" i "nie odważył się na żadne krytyczne słowo o ataku (USA i Izraela – PAP) na Iran".
Merz "słuchał z kamienną twarzą", gdy Trump krytykował najpierw jego poprzedniczkę (Angelę Merkel), a potem jednego z najważniejszych sojuszników w polityce bezpieczeństwa (Wielką Brytanię) i na końcu jeden z największych krajów UE – Hiszpanię. Wtrącił jedynie, że przypomni Hiszpanii o celu NATO, jakim jest zwiększenie wydatków na obronę do 3,5 proc. PKB. "Poza tym pozwolił się poklepywać po kolanie i robił dobrą minę do złej gry" – czytamy w "Tageszeitung".
"U króla Trumpa Merz pozostał bezsilny" – pisze największy dziennik niemieckich kół gospodarczych "Handelsblatt". "Trump wylewnie chwalił kanclerza, jednak względy prezydenta USA to za mało, by przeforsować interesy Europy" – konstatuje.
"Prezydent USA dyryguje spektaklem poddaństwa. Nie ma tam nic poza aprobującymi pochwałami doradców. Dziennikarze muszą się przekrzykiwać, żeby zadać pytanie. A gdy król Trump opowiada dowcipy, wszyscy się śmieją" – czytamy.
"Merz zna reguły gry. To może tłumaczyć, dlaczego milczał, gdy Trump groził Hiszpanii sankcjami handlowymi. I (dlaczego) pozytywnie ocenił działania Trumpa w Iranie. Dzięki taktyce preferującej sprzeciw za zamkniętymi drzwiami Merz od miesięcy radzi sobie całkiem dobrze" – oceniła gazeta.
"Prezydent USA nie szczędził pochwał niemieckiemu gościowi. Trump i Merz – po tej podróży jest to oczywiste – potrafią się dogadać. Już samo to jest wartością. Stany Zjednoczone Trumpa działają ciągle przeciwko niemieckim i europejskim interesom. Utrzymywanie (...) kanału kontaktowego z najpotężniejszym człowiekiem na świecie jest koniecznością" – podsumowuje "Handelsblatt".