Wojny o Fotygę są dla państwa szkodliwe, ale jednak warto się o nią bić, bo może politykę polską od tego szlag trafi, ale za to przedmiot tych wojen jest skarbem zarówno duchowym, jak też estetycznym. .
Fotyga nie nadaje się na dyplomatę, tak jak wcześniej nie nadawała się na szefa dyplomacji. Przypomniała nam o tym raz jeszcze, kiedy mówiła w Sejmie, że patrząc na dzisiejszą polską politykę zagraniczną, którą jako ambasador przy ONZ miałaby realizować, "jest głęboko poraniona". Fotyga tłumaczy się - a właściwie nie tłumaczy się, bo jest z tego dumna - że publicznie cierpiąc przed sejmową komisją, a później przed dziennikarzami, , którzy naprawdę są większymi zawodowcami niż przesłuchujący ją i prowokujący w Sejmie posłowie SLD czy PO. "Panie ambasadorze Niemiec, panie ministrze Rosji - cała jestem poraniona waszą polityką!". Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, że Polacy nie nadają się do uprawiania polityki w suwerennym państwie, w brutalnym świecie, w bezlitosnym szekspirowskim teatrze globalnej polityki, wymagającym odgrywania swojej roli na zimno, a nawet z uśmiechem na ustach - patrząc na Fotygę, te wątpliwości utraci.
Wiem, że , farsa bezwarunkowo dzisiaj chwalona przez równie autentycznego jak ona lokatora prezydenckiego pałacu. Ambasador przy ONZ to marginalna synekura przy sparaliżowanej i niepotrzebnej do niczego organizacji międzynarodowej. Gdzie prawami człowieka zajmuje się Kadafi, a kraje bogatsze i bardziej cywilizowane starają się jedynie łożyć na ten cyrk jak najmniej swoich pieniędzy. Więc Fotyga - nawet afiszująca się ze swoją autentycznością, obnosząca swoje stygmaty - byłaby tam stosunkowo mało widoczna i stosunkowo mało szkodliwa. Tam swoje stygmaty okazują dyplomaci zuluscy i kubańscy, robią to bez porównania bardziej malowniczo, więc nasza cierpiąca pani ambasador zginęłaby szczęśliwie w tłoku i zgiełku. Właśnie dlatego uważam, że premier i szef MSZ byli gotowi zaspokoić dumę prezydenta i Fotydze tę synekurę dać. Ona im na to realnie utrudniła. Dając przy okazji pretekst do wojny, w której straty polskiego państwa będą nieporównywalne do jej wartości jako dyplomaty.
. Wydobywają największe nasze narodowe wady, niszczą resztki zalet. Pytanie tylko, jak sobie z tym radzić. Zimna obojętność Schetyny, uśmiech przylepiony do twarzy Tuska i Sikorskiego to metody lepsze niż brutalność Palikota, której jednak Platforma postanowiła świadomie używać.
Palikot konsekwentnie gasi ogień benzyną. Rany i stygmaty atakowanych przez niego polityków i elektoratu, który się wokół nich w konsekwencji tych działań utwardza, stają się od tego jedynie bardziej realne, mocniej krwawią, a ból jest silniejszy. Można w ten sposób z Kaczyńskimi wygrać, ale odziedziczy się po takim zwycięstwie naród głębiej podzielony, bardziej zbrutalizowany. I rządzić będzie nim jeszcze trudniej.