To, że od miesiąca bez powodzenia poszukiwany jest szyfrant wywiadu wojskowego nie świadczy o braku profesjonalizmu naszych służb. Bo nie jest ważne, ile szukają tego człowieka. O wiele istotniejsze jest, kiedy zaczęli go szukać. Jeśli wierzyć deklaracjom policji i tajnych służb, poszukiwania rozpoczęły się bardzo szybko. A skoro tak, w tej sytuacji należy mówić albo o olbrzymim pechu, albo o tym, że sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, niż się nam wydaje.

Reklama

Moim zdaniem w całym zamieszaniu najistotniejsze są wątki osobiste. Są sygnały, że wojskowy miał problemy rodzinne, w grę wchodził też ponoć jakiś zadawniony konflikt w pracy. Ten człowiek mógł więc gdzieś się zaszyć, zniknąć, wyjechać, odciąć się totalnie od wszystkich i wszystkiego. Temu akurat się nie dziwię. Praca w służbach to bardzo specyficzne i trudne zajęcie. Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale ci ludzie są poddawani szalonym presjom. Tę robotę niełatwo wytrzymać psychicznie. Dość często zdarza się, że właśnie z szyfrantami dzieje się coś złego na skutek stresu i przemęczenia. Ludzie chorują albo wręcz wariują w pracy, popadają w jakieś nerwice. Choć oczywiście o takich przypadkach nie mówi się nigdy głośno.

>>> Co się stało z zaginionym szyfrantem?

W tym przypadku nie spodziewałbym się świadomej zdrady na rzecz np. jakiegoś obcego wywiadu. Bo żeby zdradzić jakieś wartościowe tajemnice, to człowiek pracujący jako szyfrant musiałby przekazywać je systematycznie, od lat. Z tego samego względu nie wchodzi w grę scenariusz rodem z filmów o agencie Jamesie Bondzie. Nie wydaje mi się, żeby szyfrant wpadł w ręce obcych służb i był teraz narażony na niebezpieczeństwo z ich strony. To jest takie książkowe, literackie wyobrażenie na temat pracy tajnych służb. Choć całość brzmi oczywiście groźnie: szyfrant, służby specjalne, kontrwywiad, ale rzeczywistość jest o wiele bardziej siermiężna i przyziemna.

Zawsze, gdy z dnia na dzień ginie człowiek, w grę wchodzą też zdarzenia losowe. Wypadek na drodze, jakaś tragedia. Nie zmienia to faktu, że w każdym z tych przypadków kluczowa pozostaje sprawa, jaką wiedzą dysponuje szyfrant, który w służbach pracował blisko 30 lat? I przede wszystkim, czy rzeczywiście jest w stanie zdradzić jakąś tajemnicę państwową? Moim zdaniem jest to mało prawdopodobne. Przede wszystkim dlatego, że zazwyczaj jeden szyfrant dysponuje tylko cząstkową wiedzą. Skrajną głupotą ze strony władz naszego kraju byłoby, gdyby pojedynczy człowiek szyfrował całą wiedzę resortu, wszystkich służb.